photo by:


DarkB4Dawn
źródło: http://www.cafe-de-flore.com/cafe-de-flore/

To historia którą mogłabym opowiedzieć Ci przy kawie lub przy kubku gorącej czekolady w Café de Flore w Paryżu… To tak naprawdę dwie historie, które łączą się w jedną, ale ta jedna szczególnie chwyciła za moje serce. Historia miłości matki do chorego syna. A rozpoczyna się właśnie w Paryżu w latach 60.

Młoda Jacqueline zostaje matką a jej życie zmienia się diametralnie. Nie dlatego, że zostaje właśnie matką, ale dlatego, że zostaje matką chłopca chorego na zespół downa. Jacqueline kocha swojego synka od pierwszej chwili, czego niestety nie rozumie jej partner, który nie potrafi znaleźć w sobie tyle miłości by chcieć być ojcem małego Laurent’a. Gdy Jacqueline sprzeciwia mu się i nie zgadza się na oddanie syna, ten opuszcza ją. To jej jednak nie złamało, przeciwnie kocha swojego małego synka jeszcze większą miłością, jakby chciała mu wynagrodzić brak ojca.

Na temat choroby  z jaką przyszło jej się zmagać wie wszystko. Czyta wszystkie możliwe książki opisujące chorobę jej synka, chce zdobyć jak największą wiedzę i na przekór badaniom, i statystykom sprawić by jej syn dożył starości. Wtedy w latach 60 niestety, ale długość życia ludzi z trisomią nie przekraczała 25 lat, obecnie ich średnia długość życia wydłużyła się dwukrotnie.
Jacqueline poświęca i podporządkowuje całe swoje życie, obierając jeden cel, nadając sens swojemu życiu – jej mały Laurent ma dożyć starości i udowodnić wszystkim, że statystyki się mylą. Wierzy, że chłopiec może rozwijać się jak każde inne zdrowe dziecko.

Aby dać mu jak największe szanse i zapewnić jak najlepszy rozwój karmi go piersią przez 4 lata – by wzmocnić jego układ odpornościowy, do tego 3 lata suplementacji witaminami A,B,C,D i E – żeby stymulować narządy ruchu. Dba o jego edukację i rozwój intelektualny. Laurent uczęszcza do szkoły razem ze zdrowymi dziećmi i co więcej radzi sobie świetnie.  Bierze udział również w wielu zajęciach dodatkowych między innymi lekcje pływania, baletu i zajęcia z logopedą by poprawić jego wymowę. 
Gdy zauważa u Laurent’a zadrapanie na szyi, zapisuje go również na lekcje boksu, by umiał się bronić. Ale Laurent nie che się bić, więc matka uczy go jak bronić się słowem. Kiedy kolejnym razem kolega z klasy zaczepia go, on wykrzykuje mu wyuczone przez matkę słowa „skopię Ci tyłek!”. Jacqueline zostaje poproszona przez nauczycielkę o porozmawianie z synem na temat jego zachowania, ta  od razu podchodzi do Laurent’a, podnosi na niego rękę jak by chciała uderzyć i szepcze mu do ucha: „jestem z Ciebie dumna, a teraz nie śmiej się, idziemy”.
Jacqueline otacza go niezwykłym wsparciem, wiarą i ogromną miłością. Powtarza mu: „wszystko czego dotykasz zmienia się w złoto”.

Miłość Jacqueline do Laurent’a jest tak ogromna, że staje się wręcz zaborcza i zachłanna, bo kiedy w klasie pojawia się Vero, dziewczynka ze świata Laurenta, ona staje się zazdrosna o swojego synka.
Od chwili gdy Laurent poznaje Vero, dzieci stają się nierozłączne. Laurent zapomina o swojej matce… Do tej pory każdego dnia gdy Jacqueline zaprowadzała synka do szkoły, po czułym pożegnaniu zbiegała po schodach by po chwili pomachać ręką i przesłać jeszcze buziaka małemu Laurent czekającemu w oknie. Jednak od tej chwili kiedy Jacqueline zbiega po schodach i odwraca się w stronę szkoły, Laurent nie czeka już, a ona smutna patrzy na puste okno.
Każde zajęcia w szkole kończą się krzykiem objętych dzieci. Jacqueline siłą wydziera Laurent’a z ramion dziewczynki. Laurent nie mówi o niczym innym jak tylko o Vero. Tęskni za nią gdy jej nie widzi i cierpi gdy matka zabrania mu spotkań z Vero. Jacqueline nie radzi sobie z tą sytuacją, nie potrafi odnaleźć się w niej i nie rozumie dlaczego nie  jest już na pierwszym miejscu. To tylko szkolna miłość jej dorastającego synka, a jednak nie potrafi sobie z nią poradzić na tyle, że doprowadza ją to do obłędu.

Kiedy rodzice Vero postanawiają przenieść ją do szkoły specjalnej i proponują to samo Jacqueline, ona stanowczo sprzeciwia się przeniesieniu swojego dziecka, ale cieszy się na wieść o zniknięciu Vero. Za to świat Laurent’a wali się. Chłopiec nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Jacqueline jest zrozpaczona bo wierzyła , że zniknięcie Vero sprawi, że ich życie będzie takie jak wcześniej, że będą znów tylko dla siebie, że znów będzie dla Laurent’a na pierwszym miejscu. Ale tak się nie dzieje, a Laurent staje się nie do wytrzymania. Krzyczy z tęsknoty, płacze, ucieka z domu… Jacqueline przywiązuje go do łóżka, jednak nie jest w stanie dłużej słyszeć jak jej synek cierpi. Postanawia zabrać Laurent’a i pojechać do Vero.

Jacqueline wpada na pomysł aby to ona i Laurent pokazali Vero nową szkołę. Podczas podróży Vero i Laurent znów stają się nierozłączni, przytuleni i szczęśliwi. Na  tylnej kanapie samochodu Jacqueline, giną w zderzeniu czołowym z innym samochodem. Jacqueline nie potrafiła podzielić się swoim synkiem, nie potrafiła znieść myśli, że któregoś dnia dorosły Laurent opuści ją, a przecież walczyła by żył jak najdłużej… jak najdłużej z nią. I paradoksalnie to nie trisomia zabrała Laurent’a przedwcześnie, ale jego własna matka. A przecież  „rano w południe i wieczorem, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku Jacqueline trwała w swoim marzeniu, ten hymn stał się symbolem miłości mitycznej, jak myślała potężniejszej niż człowiek, silniejszej niż życie”. To jednak ona sama stała się zagrożeniem dla swojego synka.

To historia którą mogłabym opowiedzieć Ci przy kawie lub przy kubku gorącej czekolady w Café de Flore w Paryżu… ale to opowieść z Café de Flore – filmu.
I nie jest to recenzja ale opowieść o matce i jej dziecku opowiedziana oczami innej matki – mnie.
To opowieść po której zadałam sobie wiele pytań dotyczących mojej miłości do własnego dziecka. Opowieść po której zweryfikowałam pewne zachowania.

Czy Vero i Laurent byli sobie przeznaczeni? O tym mówi druga opowieść, która ma miejsce w teraźniejszości.
Jednak ta o matce i chorym synu zrobiła na mnie wrażenie tak ogromne, że
patrzyłam na każdy kadr opowiadający o ich relacji z gęsią skórką na
rękach. Gdy obrazy ze współczesnej historii przeplatały się z latami 60,
ja czekałam właśnie na resztę opowieści Jacqueline i Laurent’a. I w tej
miłości do dziecka widziałam swoją miłość do mojej córki i kiedy poznałam
zakończenie ich historii, to tak jakby ktoś wybudził mnie ze snu, a ja
próbuję się otrząsnąć, przeanalizować co się wydarzyło i zrozumieć dlaczego… I boję się,
że miłość matki do dziecka nie tylko chorego przecież, może stać się
niebezpieczna i zaborcza w każdym momencie, a ja jako matka nie zauważę
tego momentu. I chociaż nie musi przecież doprowadzić od razu do
tragedii, to może wyrządzić krzywdę jednej i drugiej stronie.

A jeśli chcecie dowiedzieć się jakie jest zakończenie historii Jacqueline, Laurent’a i Vero to zobaczcie film. Bo historia ich nie kończy się w chwili śmierci… To opowieść o ludziach rozdzielonych, o pokrewieństwie dusz, o
przeznaczeniu, które jeśli nie spełni się w tym życiu to szansę na to
może mieć w kolejnym… To historia dramatyczna, osadzona w niezwykłym
klimacie i atmosferze z piękną muzyką The Cure, Pink Floyd i Sigur Ros w
tle. To historia, którą pamięta się na długo po końcowych napisach. I o
ile ktoś może mieć mieszane uczucia co do zakończenia i pomysłu jaki
miał scenarzysta, to nie przejdziemy obojętnie nad opowieścią o miłości,
która pokonuje śmierć.

Czy wierzycie, że ktoś gdzieś jest Wam przeznaczony na całe życie?

Written by