Ence Pence to firma z pasją, to bransoletka pod hasłem „żyj kolorowo”.  Mnie jednak zainteresowała i urzekła akcja w której ta firma bierze udział. Nawet nie pamiętam dokładnie kiedy i gdzie usłyszałam o niej pierwszy raz i jak to się stało, że trafiłam na ich stronę. Ence Pence jest także twórcą bransoletki „Nadzieja”, która powstała po to by pomagać. Firma ta wspiera i przekazuje dochód z dedykowanych bransoletek na rzecz interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego w Otwocku. Jest ręcznie wykonana z miękkich sznureczków o odcieniach błękitu i turkusu. Przy zapięciu na końcu łańcuszka posiada logo Ence Pence oraz Fundacji Rodzin Adopcyjnych.O tej akcji usłyszałam w chwili gdy byłam już mocno zrezygnowana  i zaczynałam myśleć, że chyba nie jest mi dane być mamą.

Kiedy zobaczyłam serię tych bransoletek rozkleiłam się… chwyciły mnie za serce.Nie długo po tym mój test pokazał znowu dwie kreski i pojawiła się nadzieja… Wtedy przypomniałam sobie o Ence Pence. Od razu wyszukałam w internecie stronę sklepu i postanowiłam kupić bransoletkę „Nadzieja mama i ja”. Ponieważ od chwili kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży zaczęłam się bać, że powtórzy się to co już raz nas spotkało, pomyślałam, że muszę mieć jakiś talizman.
Szybko zrobiłam zamówienie i od tej chwili miałam nadzieję nie tylko w sercu ale i na ręce. Przesyłka zdążyła do mnie przyjść jeszcze przed pierwszą wizytą u lekarza, której przecież bardzo się bałam ze względu na niski przyrost bety hcg (o czym pisałam we wcześniejszym poście). Dużą „Nadzieję” zawsze miałam ubraną na ręce podczas każdej wizyty u lekarza, a mała „Nadzieja” była schowana w kieszonce torebki tak by nigdy się z nią nie rozstawać. Często też małą bransoletkę ściskałam w ręce na szczęście. To dodawało mi pewności, miałam z sobą coś co należało do mojego maluszka, dzięki niej czułam więź i miałam poczucie, że to tak jakbym ściskała rączkę mojego maleństwa. W myślach wtedy powtarzałam „będzie dobrze”. Takich momentów podczas ciąży niestety było kilka, o wszystkich nie chcę pisać bo wszystko na szczęście dobrze się skończyło i dziś jestem mamą zdrowej i pięknej dziewczynki 🙂 Ale wtedy gdy byłam w ciąży były chwile kiedy tej pewności nie mieliśmy.  Za każdym razem gdy pojawiały się chwile obaw spoglądałam na rękę i przypominałam sobie o tym by nigdy nie tracić nadziei. Wierzyłam, że „Nadzieja” przynosi mi szczęście  🙂
Mała bransoletka była też pierwszym prezentem pod choinkę dla Niny. Kiedy po wizycie mieliśmy pewność, że na tą chwilę wszystko jest dobrze, przewiązałam ją wstążeczką i położyłam pod drzewko z resztą prezentów. Po Wigilii przez jakiś czas wisiała też na choince jako ozdoba i symbol naszego małego cudu 🙂 Po świętach znów schowałam ją do małej kieszonki mojej torebki i nigdy aż do samego porodu nie rozstałam się z nią. Oczywiście kiedy jechaliśmy do szpitala mała bransoletka jechała z nami, spakowana już do dużej torby z resztą potrzebnych rzeczy.
Kiedy Ninka urodziła się i wróciłyśmy do domu, to pierwsze zdjęcia jakie miała zrobione to oczywiście z mamusią i z naszymi bransoletkami 🙂
Mała „Nadzieja” pozostanie dla mnie na zawsze pamiątką z ciąży, szczęśliwym talizmanem. Kto wie, być może kiedyś kiedy Nina dorośnie to i dla niej stanie się takim talizmanem?
Dzięki tej bransoletce oraz męskiej wersji „Nadziei”,  Nina ma jeszcze jedną piękną pamiątkę w swoim pokoju. Autografy Magdaleny Różczki i Pawła Małaszyńskiego, którzy przyłączyli się do akcji i nie tylko promują bransoletki swoją twarzą ale też osobiście włączyli się do wykonania ich.
Oprócz tego, że ta biżuteria to cudowna pamiątka dla każdej mamy i jej pociechy to należy przede wszystkim pamiętać, że kupując ją, pomagamy maluchom, które miały w życiu mniej szczęścia niż nasze maleństwa. Nie zapominajmy o tym. Zachęcam wszystkie mamy do zrobienia sobie a może komuś bliskiemu bardzo wyjątkowego prezentu 🙂

 

Written by Anna
  • piękny post, aż się rozkleiłam:) a pamiatka dla Niny super:) zawsze będzie wiedzieć, jakich cudownych rodziców posiada..:)

    • Bardzo dziękuję :* Teraz to i ja się wzruszyłam!