Walizka to synonim zarazem początku jak i końca… bo przecież kiedy coś się kończy to jednocześnie coś nowego się rozpoczyna. Każdy kolejny rozdział naszego życia wymaga spakowania i zabrania w walizce tego co bliskie, osobiste i potrzebne.

To miał być kolejny dzień podobny do poprzedniego. Codziennie w pośpiechu zbiegała po tych samych schodach i prawie codziennie wracała się z tego samego powodu… zapomniała telefonu. Ta sama droga do pracy i nawet przechodnie jakby Ci sami. Ich smutne twarze niczym nie różniły się od tych z wczoraj , z przedwczoraj i z przed każdego poprzedniego dnia od…. nawet nie pamiętała od jak dawna jej życie nie miało sensu. Kiedy przyleciała tu, do Londynu z jedną małą walizką , zaraz po ukończeniu studiów, miała nadzieję, że w tym mieście czeka na nią coś wyjątkowego, że zawojuje świat.  Kariera, inny styl życia, nowi ludzie….Była wtedy taka podekscytowana.

„Będę o16:00. Czekaj na mnie! Mam ochotę na romantyczną kolację” – sms od chłopaka. Zdziwiła się, ale i ucieszyła. W ich życiu od dawna nie było już namiętności. Zdawała sobie sprawę z tego, że w zasadzie to nic jej tu nie trzyma, ale nic też nie daje konkretnego powodu by to rzucić…
Przygotowała kolację, ubrała ulubiona sukienkę i czekała. Godziny mijały jedna za druga, a jego nie było. Zadzwoniła
– „Coś się stało? Miałeś być o 16:00”
– „Tak? Nie przypominam sobie abym tak mówił. Wszystko w porządku?”
– „Tak, tak… widocznie coś pomieszałam. Jak zwykle zresztą…”
Zrozumiała, że wiadomość, którą otrzymała nie była zaadresowana do niej. Uśmiechnęła się. Potrzebowała tego impulsu. Spakowała się w tą samą walizkę i wróciła do Polski pierwszym możliwym samolotem. Miała nadzieję, że czeka na nią nowe życie. Czuła się szczęśliwa!
Kiedy go poznała była jeszcze taka młoda… Wydawało jej się, że „to jest to”, że kocha miłością absolutną. To miała być miłość do końca życia! Po kilku latach nie była już tego taka pewna. On zresztą chyba też nie… no ale co? Lata mijały… Czas było podjąć dalsze kroki. Zgodziła się, choć pewności nie miała. Usłyszała od mamy, że nigdy się jej nie ma. Zatem robi dobrze, podjęła słuszną decyzję… tak? Chciała w to wierzyć i trzymała się tego kurczowo. Ślub, wielkie wesele – bo tak chcieli rodzice, sukienka, fotograf… wszystko było piękne i cudowne. Goście patrzyli na ich z zachwytem, mówiąc: „Jak oni się kochają!”. Chyba już wtedy nie kochali się wystarczająco mocno. W prezencie ślubnym między innymi dostali komplet ekskluzywnych walizek. Krótko po ślubie on spakował się w największa z nich i wyjechał do Stanów. Na trzy miesiące. „Kochanie to tylko trzy miesiące. Nawet się nie obejrzysz, a już będę ! To dla nas ogromna szansa!” Z trzech miesięcy zrobiły się dwa lata. Niewiele rzeczy mieli wspólnych. Po powrocie resztę spakował w kolejne walizki i wyprowadził się na zawsze.
Poukładane życie, własne mieszkanie, ta sama praca od wielu lat. Jej walizka stała pusta i nieużywana od bardzo dawna. Była tak zapracowana, że nawet nie miała chwili na wakacje. Zresztą i tak nie miała z kim pojechać, bo na poznanie kogoś jakoś też nie było czasu i okazji.
Za każdym razem gdy rano stawała w sypialni, przed ogromną szafą pełną ubrań, szykując się do pracy, smutnym wzrokiem spoglądała na zakurzoną walizkę leżąca na najwyższej półce. Tam gdzie zwykle kładzie się rzeczy najmniej potrzebne, takie po które sięga się najrzadziej…
Gdy w końcu doczekała się, z uśmiechem na twarzy chwyciła za rączkę walizki i pociągnęła ją za sobą. Przekluczyła zamek w drzwiach, a klucze oddała nowym lokatorom. Pogłaskała swój ogromny brzuch, bo niecierpliwy maluch kopnął ją jakby dając znać, że podjęła słuszną decyzję. Zostawiła za sobą wszystko i wszystkich… Wyjechała tam gdzie znalazła w końcu tą prawdziwą miłość.

 

Walizka zawsze towarzyszy nam gdy coś się kończy. Nowy rozdział życia zaczynamy od spakowania tego co dla nas najcenniejsze. Każda z nich w zależności od człowieka zawiera inne przedmioty. Ma również wymiar symboliczny, bo przecież kiedy pakujemy ją, to pomiędzy rzeczy materialne upychamy wspomnienia, uczucia, emocje, strach, oczekiwania i nadzieje. Z tym  bagażem życiowym, o który jesteśmy wzbogaceni, mądrzejsi wyruszamy po nowe doświadczenia.

 

*************
Inspiracją do dzisiejszego wpisu
była blogerka Katarzyna, która prowadzi bloga Młoda Mama w Dolinie Hipsterów. Mam nadzieję, że nie wykrakałaś mi końca blogowania i nie czas pakować walizkę 😉
W każdy poniedziałek pojawi się post, którego inspiracją możecie być Wy.
Wystarczy, że podrzucicie mi słowo klucz. Dzisiejszym było hasło „walizka„. Szczegóły na profilu fanpage Pudełko Mamy (klik). Zapraszam!
Written by Anna
  • Nic nie jest tak trudne jak decyzja o spakowaniu "tej" walizki. Trzeba dużej odwagi by choćby na nią spojrzeć….

    • To prawda.czasem odwlekamy zbyt długo pewne decyzje

    • To taki paradoks, że często mówimy że na nic nie mamy czasu, a gdy go mamy to odwlekamy

    • To prawda Aniu. Z czasem jednak można się przyzwyczaić 😉 Spakujesz pierwsza, a potem to już idzie!

  • Najgorsze co może się zdarzyć, takie pakowanie walizki. Ale trzeba być silnym i nie patrzeć wstecz. Cały czas to sobie powtarzam, ale czy mi się to udaje? 🙂

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie 🙂

    http://www.zielonookamama.blogspot.com

    • Takie pakowanie walizki może być też miłe, tak jak w ostatniej historii 🙂

  • Jak będziesz pisała tak dobre posty jak ten, to z pewnością blogowej walizki nie spakujesz jeszcze długo!
    Dla mnie walizka jest takim pozytywnym akcentem – może dlatego, że jeszcze jestem młoda i głupia 😀 Uwielbiam podróżować, więc dobrze mi się kojarzy (i doskonale wiem, jak upchać dużo w bagaż podręczny! :D), poza tym wyprowadzka do Krakowa, potem przeprowadzka do Warszawy do Mężowatego… to wszystko jakoś grzeje mi serducho i póki co, nie mam negatywnych myśli o mojej czerwonej towarzyszce 🙂

    • Oooo dziękuję!
      Dla mnie tez jest pozytywnym akcentem! Ostatnia historia jest inspirowana mną! Czekałam długo na spakowanie tej walizki. To był moment kiedy moje życie nabrało sensu, kiedy razem z partnerem urządzaliśmy się w nowym mieszkaniu i oczekiwaliśmy narodzin córeczki, o która walczyliśmy jakiś cas.
      Moja towarzyszka też jest czerwona, co widać zresztą na zdjęciu 🙂

  • Bardzo lubię Twoje historie 🙂 Dodałabym jeszcze, że w moim życiu walizka to był kiedyś straszak. W chwilach wielkie wzburzenia zawsze groziłam, że w końcu wyciągnę walizkę z pawlacza, spakuję i tyle mnie będzie! 😉

    • Dziękuję :*
      Haha 😀 To jest dobry patent! Ja teraz też czasem urządzam takie szantaże mojemu partnerowi 😀 Oczywiście on nie daje się na to nabrać…. Ale często rzucam testem "pakuję się i wyprowadzam!" Oczywiście za każdym razem mam mega ważny powód 😉

    • Jak zwykle fantastyczny post. Nota bene u mnie walizka też bywa straszakiem, choć z góry wiem, że i tak nigdzie się nie wyniosę 🙂

    • Dziękuję! :*
      Haha jest nas więcej! 😉

  • Bardzo ciekawy wpis, genialnie się czyta. Nigdy nie zastanowiłam się nad symbolem walizki, ale masz racje walizka=zmiana.

    • Dziękuję! Bardzo mnie cieszą takie komentarze 🙂 Pozdrawiam!

  • piękny wpis…ja w swoim życiu pakowałam dużo walizek, nie zawsze sama…nie zawsze byłam pewna czy dobrze robię….ale ktoś bardzo mądry napisał mi kiedyś, że zmiany są zawsze na lepsze…a walizka to zmiana przecież 🙂
    pozdrawiam

    • Dziękuję 🙂 Ja tez trzymam się zasady, że każda zmiana musi nieść coś dobrego 🙂

  • Młoda Mama inspiruje! 🙂 Ja zawsze staram się bardziej myśleć właśnie w kategoriach, że to nie koniec, tylko właśnie początek czegoś nowego, jakiejś nowej przygody. Tak trochę łatwiej. 🙂

    • Tak co tydzień, inna mnie inspiruje 🙂 To fajna zabawa. Zapraszam do przyłączenia się 🙂
      To bardzo dobre myślenie i ja podchodzę podobnie do zmian, jak do przygody 🙂