Pamiętam, że kiedy byłam na początku ciąży nie mogłam doczekać się momentu w którym będę mogła kompletować wyprawkę. No i oczywiście długo to ja nie wytrzymałam… aż się moja mama na mnie obraziła, „bo to źle wróży”. Oczywiście w te wszystkie zabobony to ja nie wierzę i pierwszym zakupem był wózek!

Kupiłam go bardzo wcześnie bo termin porodu był na początek sierpnia a pojazd czekał od marca ;). Wybór padł na hiszpańską markę Casualplay model S4. Zestaw 3w1 czyli Gondola, spacerówka i fotelik. Cały zestaw w jednym ze sklepów  kosztował prawie 3.000 tyś zł. Le należy do oszczędnych, a ja z kolei do przedsiębiorczych, tak więc co by nie nadwyrężać budżetu za bardzo już na samym początku, zaczęłam szperać po internecie w poszukiwaniu sklepów oferujących mój wymarzony wózek za niższą cenę.

I tak udało mi się skompletować wózek kupując każdą z trzech części z trzech różnych stron Polski 🙂 Spacerówkę kupiłam ze sklepu internetowego z Białegostoku, samą gondolę z innego sklepu z Zielonej Góry, a fotelik używany od mamy z Dąbrowy Górniczej (fotelik w stanie idealnym). W ten sposób udało mi się skompletować cały zestaw za kwotę 1.600 zł zamiast 3.000 zł 🙂 Le był dumny! A z wózka muszę przyznać jesteśmy bardzo zadowoleni. Zależało nam na terenowym pojeździe bo tu u nas wkoło niezłe tereny, a i do lasu też wolimy chodzić niż po galeriach jeździć ( na wszelki wypadek w galeriach też bywamy i sprawdzamy go, spisuje się doskonale 😉 ) 

Po wózku kolej przyszła na urządzanie pokoju Niny. Inspiracji na motyw przewodni szukałam i szukałam… i znalazłam! Jakoś tak przeglądając jeden po drugim sklepie (oczywiście internetowym wszystko kupiłam przez internet) natknęłam się w jednym z nich na naklejkę ścienną z motywem sów. Pomyślałam: „Genialne! Sowy to jest to! Nikt nie ma sów”. Wpadłam w szał wszędzie wyszukiwałam sowy i o dziwo wszędzie było mnóstwo produktów z elementem sowy. Wydawało mi się, że mam ogromne szczęście. Skompletowałam poduszki w sowy, klamerki ozdobne-sowy, kołderkę, kocyk, otulacz, śpiwór zimowy, stroler-pad do spacerówki, poduszkę antywstrząsową Angel’s Wings (wszystko z tej samej firmy) oczywiście też w sowy. I naklejkę na ścianę, która była bardzo podobna do motywu z kołderki. I tak od sowy do sowy, aż mnie Le musiał powstrzymać bo jeszcze chwila a oprócz sów to nic więcej do pokoju Niny by się nie zmieściło, włącznie z nią samą. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że skoro tak wiele produktów jest z tym uroczym ptakiem to może jednak nie jestem oryginalna…. (szaleństwo zakupowe przyszłej matki nie zna granic, zaślepić może wszystko, i odebrać rozum). 

Tak czy inaczej oryginalna nie byłam, ale skąd mogłam wiedzieć? W końcu w świecie dziecięcych gadżetów dopiero raczkowałam. Mimo wszystko lubimy bardzo sowy a już najbardziej te ze ściany. Nina wpatruje się w nie z ogromnym zaciekawieniem. Są duże , kolorowe i pięknie odbijają się na białej ścianie. Do kompletu kupiłam też karuzelę do łóżeczka na której jest namalowana sowa, jednym z trzech poruszających się na niej zwierzaków również jest sowa, a dodatkowo karuzela jest wyposażona w projektor! Można wyświetlać obrazki na podbiciu karuzeli, lub na ścianie. Nina co wieczór po kąpieli obserwuje przesuwające się obrazki i po chwili zasypia. Nie wyobrażam sobie braku tej zabawki. To był genialny pomysł. Nie wiem czy to za sprawą jej czy po prostu mam takie cudowne dziecko ale Nina od początku zasypia sama. Nigdy nie zdarzyło się abym musiała ją usypiać. A kiedy wyjeżdżamy i zostajemy na noc w nowym miejscu to zabieramy z sobą sam projektor z melodiami ( bez karuzeli) i gdziekolwiek by Nina nie zasypiała, słucha znanych jej melodii i widzi ulubione obrazki. Myślę, że wtedy czuje się jakby była w domu w swoim łóżeczku.

Po drobnych rzeczach (ale wcale nie najtańszych akurat na kocyki, śpiworki itp. trochę się wydało…) przyszła pora na te większe gabarytowo rzeczy czyli łóżeczko i przewijak. Na to też nie mieliśmy zamiaru wydawać większych pieniędzy. Robiliśmy wielkie oczy na widok łóżeczek za 2.000-3.000 zł nie rozumiejąc skąd taka cena? I po co? Nasze łóżko sypialniane tyle nie kosztowało! My postawiliśmy na tańsze wersje i nie widzę aby Ninie to przeszkadzało w spaniu, a przeiwjak? Przwijak jest super. Dla mnie pod względem organizacyjnym, a Ninie służy w odzyskiwaniu dobrego humoru, bo kiedy ma marudne chwile wystarczy położyć ją na przewijak, a od razu zaczyna się uśmiechać. Tak więc te zakupy zrobiliśmy w naszej ukochanej Ikei.

 Z hitów na mojej liście zakupowej mogę jeszcze wymienić wanienkę. To był rewelacyjny pomysł uważam. Wanienka po złożeniu ma 3 cm szerokości, a rozkłada się ją jednym ruchem. Do tego ma dopinaną siateczkę na której kładzie się maluszka i podczas kąpieli nie trzeba go trzymać. Bezpiecznie leży jak na hamaczku. Ta wanienka bardzo nam ułatwiła pierwsze kąpiele i służy do dziś.

Kolejnym hitem jest torba do wózka. Długo szukałam takiej, która by mnie zadowoliła. Po pierwsze jest nieprzemakalna, a po drugie bardzo pojemna i funkcjonalna, a co więcej do tego jest bardzo ładna i pasuje zarówno mamie jak i tacie, czyli jest też uniwersalna (to już chyba po czwarte). 

Do hitów dołączam też śpiworek zimowy. Nie wyobrażam sobie spacerów i podróży bez niego. Posiada otwory na szelki dzięki czemu śpiworek można także używać podczas jazdy w foteliku, czy spacerówce. Jest bardzo ciepły i ostatnio nie ruszamy się bez niego z domu. Kiedy jedziemy samochodem dzięki niemu mogę Ninkę lżej ubrać, opatulić śpiworem, a w samochodzie go rozpiąć  i Ninka nie grzeje się niepotrzebnie w kombinezonie czy kurtce. Bo o rozbieraniu jej i ubieraniu w samochodzie nawet nie myślę. Pod tym względem jesień-zima to masakra dla mamy i dziecka. Każde wyjście zaczyna się rykiem. A apogeum następuje w momencie założenia czapki. No jakby ją ktoś ze skóry obdzierał!

Po gadżetach przyszedł też czas na wybór ubranek…. Oj tu był straszny dylemat. Jaki rozmiar? Spać przez to nie mogłam. Pierwsza garderoba Niny to oczywiście wszystko nowiutkie w rozmiarze 56 i 62. Potem to już dokupowałam okazyjnie jak się udało na wyprzedażach czy tez od innych mam, ale tylko te w stanie idealnym. Takie małe ubranka założone kilka razy naprawdę pozostają w stanie idealnym i polecam takie zakupy. Można znaleźć prawdziwe perełki.

Co jeszcze mogłabym polecić? No tak! Kura! A właściwie poduszka-kura do karmienia malucha piersią (do karmienia butelką chyba tez się sprawdzi). Bez kury nie wyobrażam sobie karmienia Niny. Używałam jej od samego początku i używam jej do dziś. Dzięki niej Ninka leży wygodnie na miękkiej podusi, na odpowiedniej wysokości, a mnie nie boli ręka i nie muszą podpierać jej główki. Dla mnie to rewelacja i ktoś kto to wymyślił powinien dostać nagrodę.

Z tej samej firmy mamy też poduszkę antywstrząsową Angel’s Wings, którą można połączyć ze śpiworkiem lub z wkładem do spacerówki (stroller pad). Ze spacerówki jeszcze nie korzystamy, ale w foteliku sprawdza się świetnie. Dzięki niej Ninie wygodnie się śpi podczas jazdy i główka nie opada jej bezwładnie.

Nie kupiłam rożka, którego jedne mamy polecały mi inne odradzały.
Ponieważ nie wiedziałam w końcu czy kupić czy nie, uszyła mi go moja
mama, z polaru minky (uszyła mi również ochraniacz do łóżeczka polecam
taki na cały obwód -przydaje się gdy maluch zaczyna obracać się jak
wskazówka zegara 🙂 ) Ja jednak należę do tych mam którym rożek nie
przydał się ani razu.


O kosmetykach, pieluszkach itp. rzeczach nie ma co pisać bo to akurat trzeba samemu przetestować kilka marek i wybrać te, które pasują maluchowi bądź rodzicowi. Natomiast te podstawowe o których napisałam uważam za rewelacyjne i trafione, i tym mogę się podzielić bez robienia komukolwiek reklamy. Udało mi się mimo wszystko zachować rozsądek i umiar przy zakupie wyprawki dla Niny, i na szczęście nie kupiłam za dużo i bez sensu. Wszystko okazało się być potrzebne i praktyczne.
.

Written by
  • Wszędzie sówki – zakochałam się 😉

  • Haha Oj tak można się zakochać 😉 Witamy nową czytelniczkę "Pudełka Mamy", jest nam bardzo miło 🙂

  • Bardzo ładny pokoik. Mnie najbardziej przypafła do gustu ta wanienka. Nie miałam pojęcia, że takie są. U nas ppkoik był gotowy zanim byłam w ciąży. Dokupiłam tylko wózek, pościele i ubranka. Wszystko,oczywiście przez,internet. Sporo,na tym zaoszczędziłam 🙂

    • Pokoik był gotowy zanim zaszłaś w ciąże? To mnie ostro przebiłaś! haha To dobre! Widzę, że też jesteś niezła 😉 A z zakupami przez internet tak samo jak Ty sporo zaoszczędziłam 🙂 I o ile wygodniej! 🙂

  • ale się uśmiałam 🙂 u nas również sowy 🙂 ah taki trend po prostu, no co zrobimy 🙂

    • Witam w klubie miłośników sów. To możemy sobie piątkę przybić 😉 No co poradzisz jak nie poradzisz? Nic tylko się śmiać. Może gdy dorosną pociechy i pokój będzie trzeba przemeblować, to będziemy już bardziej kreatywne? 😉