20150814_172803

Roczny urlop macierzyński ma swoje plusy i minusy. Niewątpliwie plusem jest to, że możemy być z dzieckiem przez cały jego pierwszy rok życia. Dzięki temu nie ominą nas ważne momenty. Pierwsze ząbki, raczkowanie, pierwsze kroki i pierwsze słowa. Jeszcze niedawno kobiety nie miały tego przywileju i bardzo wcześnie, bo już po 20 tygodniach od urodzenia, musiały wracać do pracy. Minusem jest jednak to, że  po tak długiej przerwie, często się zdarza, że niestety, ale nie ma do czego już wracać… Jedyne co czeka na mamę to wypowiedzenie. Zatem co zrobić gdy urlop macierzyński się kończy?

Możemy pójść na zaległy urlop wypoczynkowy, ale wiadomo to tylko czasowe rozwiązanie. Możemy też pójść na urlop wychowawczy, ale z tego pieniędzy nie będziemy mieć. Możemy poprosić o zmniejszenie wymiaru czasu pracy i wtedy pracodawca nie może nas zwolnić przez 12 miesięcy. Ale czy mamy ochotę pracować w firmie gdzie nas nie chcą? Ja bym nie chciała. Możemy też zajść w kolejną ciążę – jak to zrobiła część moich koleżanek, ale wiadomo… zachodzimy w ciążę, bo chcemy mieć drugie dziecko, a nie dlatego, że jest to sposób na uniknięcie zwolnienia z pracy 😉 U mnie ten pomysł odpadał. O drugim dziecku nie myślimy. Znaczy ja myślałam jeszcze niedawno, ale wiadomo… od samego myślenia dzieci się nie biorą, a nawet jeśli to myśleć musi dwoje, a tu niestety… że tak powiem… nici z tego 😀

Zatem co mi pozostało? Powrót do pracy. Do nowej pracy, ponieważ z poprzednim pracodawcą rozwiązałam umowę za porozumieniem stron ze względu na zmianę miejsca zamieszkania. Z tego właśnie powodu musiałam szukać po 10 latach pracy w tej samej firmie, nowego zatrudnienia. Trudno jest zaczynać wszystko od nowa po tak długim stażu. Od czego zaczęłam? Od samodzielnego poszukiwania pracy. Pierwsze CV wysłałam jeszcze na 3 miesiące przed ukończeniem urlopu macierzyńskiego. Dlaczego? A to dlatego by nabrać pewności siebie, poznać zasady jakie panują na rozmowach rekrutacyjnych, nauczyć się lepiej odpowiadać na pytania, które często padają na wszystkich spotkaniach kwalifikacyjnych, by lepiej radzić sobie ze stresem. Jaki był tego efekt? Otrzymałam propozycję pracy już na pierwszej rozmowie.  Nie byłam jednak nią zainteresowana, bo nie chciałam jeszcze wracać do pracy. Te rozmowy traktowałam jako sprawdzenie samej siebie i polecam tę metodę wszystkim. Po kilku takich spotkaniach poczułam, że we właściwym czasie, ze znalezieniem pracy nie powinno być problemu. Tak więc po krótkiej rozgrzewce postanowiłam delektować się ostatnimi miesiącami, urlopu macierzyńskiego.

Kiedy z dniem 3 sierpnia podpisałam rozwiązanie umowy o pracę straciłam prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. Tak to jest jak się żyje w wolnym związku… Cóż nasz wybór 😉 Dlatego też zależało mi na zarejestrowaniu się w Powiatowym Urzędzie Pracy. Nie liczyłam na podsunięte pod nos gotowe oferty pracy, ale właśnie na ubezpieczenie. Nie liczyłam też na zasiłek dla bezrobotnych , bo wiedziałam, że nie przysługuje on osobom , które rozwiązały umowę o pracę za porozumieniem stron. I tutaj mam niespodziankę dla osób, które znajdują się w takiej sytuacji jak ja. Osoby które rozwiązały umowę o pracę za porozumieniem stron, ale z powodu zmiany miejsca zamieszkania mają prawo do zasiłku dla bezrobotnych. To było dla mnie miłe zaskoczenie. 700zł  drogą nie chodzi, a ponad tyle wypłacają przez 3 miesiące gdy staż pracy wynosi od 5 do 20 lat. Przez kolejne 3 miesiące jest to 80% tej kwoty.

Biorąc pod uwagę, że nie liczyłam na nic, ucieszyła mnie decyzja Urzędu Pracy. Mimo to nie jest to kwota, która by mnie satysfakcjonowała biorąc pod uwagę, że zarabiałam znacznie więcej. Po  powrocie z wakacji postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i tym razem zacząć intensywnie i na poważnie szukać pracy. Po pierwszych kilku rozmowach rekrutacyjnych nabrałam dystansu i pewności siebie. Najwięcej dała mi do myślenia rozmowa, która trwała zaledwie kilka minut, a która zaczęła się od warunków zatrudnienia, czyli od wynagrodzenia jakie bardzo znana firma w Polsce mi zaoferowała, a mianowicie było to minimum! Praca w księgowości, wymagania spore, moje doświadczenie niemałe, a w zamian zaoferowano mi minimalne wynagrodzenie… Pomyślałam, że to się nie dzieje naprawdę i chyba ktoś żartuje. Próbowałam poprowadzić dalej tę rozmowę, ale usłyszałam, że skoro nie zgadzam się na takie warunki to tracimy czas. No cóż…. Szkoda. Tym bardziej, że wiązałam z tą firmą duże nadzieje, ale widać taką mają politykę pracy, nie szanują potencjalnych kandydatów na pracownika.

Inne rozmowy były już znacznie przyjemniejsze. Na szczęście nie było ich wiele, bo na jednej z nich tak bardzo spodobałam się, że z rozmowy rekrutacyjnej wyszłam z umową o pracę. Długo dochodziłam do siebie po tym dniu, ale w końcu chyba już pierwszy szok minął. Szybko musiałam wziąć się w garść i zorganizować wszystko na nowo. Nie jest łatwo gdy nagle wszystko zmienia się o 180 stopni. Gdy trzeba powierzyć dziecko komuś innemu i wybrać żłobek czy niania? Gdy trzeba nagle wsiąść za kółko i odnaleźć się na zakorkowanych drogach dużego, nieznanego miasta. Gdy trzeba poradzić sobie z nowymi obowiązkami, z nowym rytmem dnia, pobudką o 5:30 zamiast o 9:00. Trzeba na nowo nauczyć się dnia, w którym mniej niż dotąd mojej ślicznej córki 🙁 Plusem jest to , że ja i Le możemy zamiennie sprawować opiekę nad Niną, a pomocy potrzebujemy jedynie przez 6 godzin tygodniowo. Dzięki temu Nina ma nas przez cały czas i dodatkowo chwile na zabawy z innymi dziećmi.

Kiedyś myślałam, że ten kto nazwał macierzyński urlopom musiał być mężczyzną, bo żadna kobieta nie powiedziałaby, że czuje się jak na urlopie. Teraz jednak gdy cały mój dzień Od 5:30 do późnych godzin wieczornych, zajęty jest mnóstwem dodatkowych obowiązków, a i tak wiele z nich nadal pozostaje zaniedbanych… przyznaję, że jednak było lightowo 😉 A gdzie tu do emerytury? 😀

p.s. Dla zainteresowanych Urzędem Pracy mam jeszcze jedną wiadomość. Ponieważ miałam prawo do zasiłku dla bezrobotnych, nie wykorzystałam go, a znalazłam sama zatrudnienie, to przez pół roku będę otrzymywać z Urzędu Pracy ponad 400zł brutto 🙂  Się przyda no nie? Mam nadzieje, że ta wiadomość też Wam się przyda 😉

**************

Inspiracją do dzisiejszego wpisu była Daria, która również niedawno wróciła do pracy. Daria jest również autorką bloga Zaraz wracam (klik)

W każdy poniedziałek pojawi się post , którego inspiracją możecie być Wy. Wystarczy, że podrzucicie mi słowo klucz. Dzisiejszym było hasło „praca”. Szczegóły na profilu fanpage Pudełko Mamy (klik). Zapraszam!
Written by Anna
  • Ja byłam w takiej samej sytuacji, choć mnie zwolniono po powrocie do pracy (przez telefon). Znam również kilka osób, które nie chcąc wracać do pracy próbują zajść w ciążę. Dla mnie jest to bardzo słabe. Trzeba umieć stawić czoła niektórym sytuacjom.
    Ja zostałam jeszcze w domu przez okres zasiłku dla bezrobotnych i na koniec tego okresu udało mi się znaleźć pracę w ekspresowym tempie.
    Aniu, życzę Ci mnóstwo sukcesów w nowym miejscu pracy. Czasem zmiany powodują, że nasze życie staje się lepsze. 😉

  • Super, 🙂 To dodaje optymizmu że można jednak znaleźć pracę na dobrych warunkach 🙂 Powodzenia w godzeniu prac domowych z pracami zarobkowymi 🙂

  • Przypomniałaś mi moją pierwszą rozmowę kwalifikacyjną po macierzyńskim, która w sumie była moją pierwszą rozmową na żywo w życiu. Gościu koło 50 lat nagle wyjął papierosa i zaczął palić :-D.

  • Nie wiedziałam o tej kasie za samodzielne znalezienie pracy! Kilka lat temu mnie zwolnili w związku z redukcją etatów (przeniesiono cały dział do innego kraju) i teoretycznie miałam prawo do zasiłku, ale nawet się nie zarejestrowałam w UP, bo w piątek poszłam ostatni dzień do starej pracy, a w poniedziałek pierwszy do nowej 😉

  • Prawie 3,5 roku temu urodził się nasz synek. W sierpniu br. poszłam do pracy. Przed zajściem w ciążę nie pracowałam, bo przeprowadzając się do Wrocławia, zrezygnowałam z fantastycznej posady w budżetówce. Czego się nie robi dla ukochanego mężczyzny! 🙂 Generalnie, zanim udało mi się znaleźć zatrudnienie (po drodze były szkolenia z UP, itd.) zaszłam w ciąże. Nie było łatwo, bo całą naszą trójkę utrzymywał mąż. Nasz M. do przedszkola poszedł już w ub. roku, lecz wówczas podjęliśmy decyzję, że nie pójdę do pracy jeszcze z obawy o katarki i inne zdrowotne sytuacje, jak to zazwyczaj bywa u maluchów w pierwszym roku uczęszczania do przedszkola. I dobrze, że taka decyzja padła, bo M. łapał te katarki, raz anginę i rzeczywiście wówczas mogłam zajmować się M. w domu. Sama w czasie wychowywania synka w domu, zajęłam się własnymi zainteresowaniami, pewne rzeczy już praktykuję, inne dopiero teraz – gdy dochodzi dodatkowa pensja – będę mogła dopiero zacząć. A wszystko to bo moim głównym planem, celem jest rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej. Nie mniej zanim ją założę, chciałabym nabyć jeszcze pewnego doświadczenia. 🙂 Dzięki za Twój post – nakłania do zwierzeń. 🙂

  • Pierwszy raz wracałam po macierzyńskim jeszcze na starych zasadach. Ciężko było zostawić półroczne maleństwo i wracać. Teraz będę miała roczny macierzyński. Tyle szczęścia, że praca na mnie poczeka.
    Jeśli nie to będzie ciężko – w jednej firmie tak jak ty 10 lat…
    Fajnie, że udało ci się szybko znaleźć pracę.

  • ja ciągle dojrzewam i dojrzewam i dojrzeć nie mogę do decyzji o zmianie miejsca pracy, a to już 13 roczek leci, ale chyba dobrze mi tam 😉 a odnośnie powrotów do pracy po urlopie macierzyńskim, dwukrotnie przeżyłam, pierwszy ciężki , drugi trochę lżejszy, ale to takie pół roczne tylko były, aż żal że tak szybko minęło, chcialoby się nieraz wrócic do tych chwil… 🙂

  • Urlop skończył mi się już w poprzednim roku,. Ja sprawę rozwiązałam następująco. jestem nianią od dawna i to robiłam przed ciążą i teraz również. Jestem zatrudniona legalnie i pracuje w domu ze swoim dzieckiem i drugim dzieckiem. Lepszego rozwiążania nie mogłam sobie wymarzyć.

  • Krystyna Jabłońska-Kotowicz

    Myślałam, że to 400 zł to jest netto, jak się znajdzie samemu zatrudnienie.

    Ostatni ciekawy wpis: Komisja europejska chce ukaraać Google’a. Przeczytaj więcej na stronie wnp.pl!