Od kiedy jestem mamą częściej niż kiedykolwiek wcześniej myślę o śmierci. Od kiedy jestem mamą boję się jej coraz bardziej… Co chwilę jesteśmy bombardowani tragicznymi wiadomościami o tragicznych losach małych dzieci, o wypadkach w których zginęły rodziny i o śmiertelnych chorobach mam. Nie wiem jak Wy reagujecie na takie wiadomości płynące z codziennych Faktów czy z  Wiadomości, ale ja w tym momencie przełączam na inny kanał. Nie potrafię o tym słuchać. Za bardzo się boję, że to mnie dopadnie, a póki co odpukać jestem zdrowa i mam zdrowe dziecko. Dziś mam wrażenie to loteria, cud… i uczucie jakbym miała dług wdzięczności do spłacenia. Nie potrafię oglądać tych strasznych relacji … nie potrafię znieść myśli, że ktoś katuje dziecko, że kolejny pijak zniszczył czyjeś życie, że kolejna śmierć zabrała dzieciom mamę. Niestety nie mogę wyłączyć się na wszystko. Nie mogę chwycić pilota i wcisnąć OFF gdy choroba i strach przed śmiercią dotyczy mojej rodziny i bliskich mi osób…

Tak się złożyło, że chociaż ostatnie dwa tygodnie były dla nas chwilą relaksu, przyjemności i radości, stały się też chwilą zwątpienia, strachu i zastanowienia.W tym czasie dziwnym trafem moje myśli krążyły wokół pięciu historii. Pięciu różnych mam, które połączyła choroba.

Pierwsza historia – zasłyszana… o kobiecie, która mamą nie chciała być

To wywiad który ostatnio słyszałam Nie planowała być mamą, nie czuła takiej potrzeby. Zwykłe badania profilaktyczne odmieniły jej życie na zawsze. Rutynowa cytologia i wyniki, które okazały się nie być dobre przeraziły ją. Jej życie było poukładane, praca, partner, dom… Była młoda, miała zaledwie 29 lat. Czy historia dla niej miała się powtórzyć? Nie chciała umierać na raka jajników tak jak jej mama. Diagnoza i od razu decyzja – usunięcie narządów rodnych. W jednej chwili zapragnęła najbardziej na świecie to co okazało się być niemożliwe, zapragnęła być mamą…  Dopiero wtedy dotarło do niej to, że już nigdy nią nie będzie. Kiedy trafiła do innego lekarza ten spojrzał na jej kartę, na nią, a potem na jej metrykę i powiedział: „Jak to? Trzydziestoletnia kobieta nie jest jeszcze matką? Tak nie może być!”. Zrobił wszystko aby dać jej nadzieję, aby usunąć nowotwór ratując jej narządy. Zarówno ona jak i lekarz byli zdeterminowani, walczyli i mieli nadzieję. W trakcie leczenia okazało się, że jest w ciąży. Kiedy dowiedział się o tym jej lekarz nie był zadowolony. Ciąża mogła zaprzepaścić całe leczenie, osłabić organizm, pozwolić nowotworowi zaatakować raz jeszcze. Na szczęście dla przyszłej mamy tak się nie stało. Pomimo, iż ciąża była zagrożona udało im się wygrać tę walkę, pokonać chorobę i nie najlepsze rokowania. Na świat przyszło zdrowe dziecko, a jego mama pokonała nowotwór.

Druga i trzecia historia, niemalże identyczne – wspomnienie… cudownych mam

Cudowna Ania, którą znała cała Polska. Piękna aktorka, mama trójki dzieci, która zmarła na raka trzustki. Walczyła do końca. Gdy odeszła płakaliśmy wszyscy.
Kiedy spotkałam się z przyjaciółką mówiłyśmy o niej przy okazji wspominając inną mamę, równie cudowną i piękną, również Anię, mamę… czwórki małych dzieci. Odeszła z tego samego powodu – rak trzustki.

Czwarta historia – wiadomość… o mamie będącej w ciąży

Znam ich. Wiadomość po której długo nie mogłam dojść do siebie. Dowiedziałam się o tym niedawno. Na samą myśl ryczę, bo nie zgadzam się z tym! To niesprawiedliwe, że w najszczęśliwszym dla nich okresie w czasie ciąży, na przyszłych rodziców spada taki ciężar. Euforia i radość na wieść, że za niedługo w ich życiu pojawi się dziecko, a zaraz po tym cios – rak piersi przyszłej mamy. Trudne leczenie… Strach i niewiadoma. Co dalej? Poród już wkrótce…

Piąta historia – rodzinna… mama, która walczy

Walczy od prawie roku. Diagnoza zmroziła nas wszystkich… tak nas… Dotyczy to mojej rodziny, bliskiej mi osoby. To dzięki niej każde nasze święta były pełne magii, rodzinne. To ona pomagała i doradzała mi w najtrudniejszych chwilach macierzyństwa. To do niej najczęściej dzwoniłam po pomoc. Brakuje mi tych rozmów… Niestety choroba nie pozwala już na częsty kontakt. Jak mało kto dbała o swoje zdrowie regularnie się badając. Ubiegłego roku wyjątkowo badań nie wykonała… Kiedy już to zrobiła okazało się, że rak zaatakował w stopniu zaawansowanym. Mama trójki wspaniałych chłopców.

Statystyki światowe pokazują stały wzrost zachorowalności na raka jajnika. W ciągu 30 ostatnich lat prawie trzykrotnie wzrosła liczba Polek zapadających na tego rodzaju nowotwór. Rocznie to 3000 nowych zachorowań! Dziewczyny pamiętajcie o cytologii!
Rak piersi z kolei jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym u kobiet. Zachoruje co 16 kobieta! Wczesne wykrycie to najbardziej skuteczny i jedyny sposób na to by pokonać chorobę. Prowadźcie samokontrolę przynajmniej raz w miesiącu. Przypomnijcie ginekologowi podczas wizyty o badaniu piersi. Wykonujcie usg piersi raz na rok. Pamiętajcie o tym!
Na wiele spraw nie mamy wpływu. Jedyne co możemy zrobić to dbać o siebie na tyle na ile się da, a przede wszystkim regularnie się badać! Mamy! Nie odwlekajmy wizyty u lekarza. Badajmy się też przed podjęciem decyzji o zajściu w ciąże. Nie opuszczajmy naszych dzieci!

Written by Anna
  • Straszne to ale prawdziwe… Ja ostatnio bardziej zastanawiałam się nad śmiercią pod innym kątem… śmierć dziecka… to dopiero niemoc i tragedia 🙁 Oby jak najmniej takich przypadków i historii w naszym życiu. Dlatego od niedawna wszystkim życzę tylko DUŻO DUŻO ZDROWIA.

    • To prawda, jako mamy boimy się śmierci swojej i dziecka najbardziej. Ja ostatnio też wszystkim przy okazji składania życzeń mówię to samo: DUŻO ZDROWIA! Bo nie ma nic ważniejszego.

  • Mam tak samo jak Ty… od kiedy jestem mamą po stokroć bardziej przeżywam każdą wiadomość o chorobie dziecka bądź jego mamy. Ostatnio zaangażowałam się bardzo emocjonalnie w pomoc Kacperkowi choremu na siatkówczaka. Dodałam go na FB i codziennie wyświetla mi się post dodawany przez jego walczącą mamę. Nie pozwala mi to każdego dnia rozczulać się nad sobą i błahymi problemami i dziękować Bogu za zdrowego Synka.

    • Tak, gdy ma się dziecko odbiera się takie wiadomości zupełnie inaczej. Bardziej nas obchodzą, utożsamiamy się z tragediami innych w obawie o własną rodzinę. Często nie doceniamy tego co mamy – zdrowia. To naprawdę jest najważniejsze bo kiedy dopada choroba i strach przed najgorszym, wszystko inne przestaje mieć znaczenie.
      Jeśli masz jakiś namiar na 1% dla Kacperka, którego wspierasz to daj namiar. Mogłabym udostępnić informację na tablicy FB, może ktoś jeszcze zechce mu pomóc 🙂

  • Niestety coraz więcej takich rzeczy słyszymy – ale to się działo zawsze, tylko kiedys to były tematy TABU. nie mówiło sie o tym w Polsce, bo mówiło się o kraju, gospodarce, a teraz ze względu na sytuacje Polski tuszuje się to właśnie takimi zyciowymi dramatami.
    Teraz też mam mamy więcej mocy aby walczyc o swoje, ludzie wiedzą że jak zgłoszą do prasy wygraja bardziej sprawę bo sie o tym mówi.

    Całkowicie rozumiem bo ja też się boje – jestem w ciąży, ale trzeba cieszyć się chwilą jakby to mogłabyć niestety ostatnia.żyć żyć żyć 🙂
    Nauczyłam się tego w szpitalu kiedy miałam problem, i teraz nie patrzę wstecz tylko każdego dnia gdy widzę słońce się uśmiecham, gdy przejadę trasę autem, dziękuje że nic się nie wydarzyło "Obyśmy dojechali bezpiecznie" <- to nie modlitwa a jednak moje takie motto przed odpaleniem silnika a gdy dojadę mówię "dziękuje".

    Teraz się bardziej boje- szybszej windy, aut, pijanych czy młodych szalonych ludzi – lecz staram się nie pokazywać tego, bo lęk to największy wróg szczęsliwego życia 🙂
    Pozdrawiam i zapraszam też do nas 🙂 http://www.matka-debiutantka.blogspot.com

    • Sporo racji w tym co napisałaś na początku. I pięknie ujęłaś resztę! "Lęk to największy wróg szczęśliwego życia" – niech wszyscy o tym pamiętają! To niesamowite jak bycie mamą zmienia postrzeganie otaczającego nas świata.
      Dziękuję za odwiedziny i na pewno wpadnę z rewizytą. 🙂

  • Dbajmy o siebie dla własnego dobra i dla naszych bliskich. Co roku robię przegląd – cytologia, USG, morfologia. Do tego samego zachęcam męża – dlaczego faceci są mniej skłonni do badań?

    • Super! Jestem z Ciebie dumna 🙂
      Dobre pytanie! Uparci jak osioł za przeproszeniem. Ciężko ich namówić na wizytę u lekarza, nawet wtedy gdy im coś dolega. Tacy są moi bracia… Na szczęście z Le jest inaczej. Ufff…

  • Wspaniały post, w którym poruszasz bardzo ważne tematy. Przede mną też wizyta u ginekologa .. nie ma co ukrywać, że stracić można bardzo wiele… czasami z dnia na dzień. Posiadamy wielki cud – masz rację!

    • Dziękuję :* To prawda czasem jedna krótka chwila odmienia wszystko. Doceniajmy te nasza cuda! 🙂

  • Co tu dużo mówić – post wspaniały. Niedawno w moim mieście matka zabiła swoje nowonarodzone dziecko. Takie rzeczy mi się nie mieszczą w głowie. Nie mogła chociaż gdzieś podrzucić? Musiała zabijać? Jest tyle dzieci które umierają np. na nowotwór a ich rodzice już nigdy nie dojdą do siebie. A ktoś tak po prostu przerywa to nowe malutkie życie bo mu się tak podoba. Ja też się strasznie boję że coś mi się stanie, że zachoruję i nie będę miała wpływu na to co się dzieje z moim dzieckiem. A jeszcze bardziej się boję o to moje ukochane dziecko. Ehhhh już chyba taki nasz los – wiecznie się martwić.

    • Nie mogę słuchać o takich tragediach…
      To prawda, taki los wszystkich mam. Już nigdy nie przestaniemy się martwić o przyszłość naszych dzieci 🙂

  • Ja też się tego obawiam tym bardziej, że w mojej rodzinie jest tyle przypadków zachorowań na raka, że na badaniach genetycznych, podczas wywiadu lekarce zabrakło miejsca na kartce, gdy rozrysowywała przypadki bliskich w formie drzewa, sama była w szoku. Dlatego popieram ten apel!

    • Dziękuję za poparcie! Najważniejsze to zdawać sobie z tego sprawę jak ważne są kontrolne badania. W mojej rodzinie odpukać nie ma przypadków zachorowań na raka. Niestety w rodzinie mojego partnera jest ich kilka. Dziś żałuję, że nie pomyśleliśmy o pobraniu krwi pępowinowej…

  • Ja właśnie ze względu na takie problemy zdrowotne musiałam przyspieszyć decyzję o zajściu w ciążę. Teraz będę czekała dwa lata na badania w poradni genetycznej. :/

    • Naprawdę? Jak dobrze, że Oli taki piękny i zdrowy! :)Trzymam kciuki za pozytywne wyniki!

  • Ehh 🙁 skłania do przemyśleń.
    Naslonecznej.blogspot.com

    • Dziękuję 🙂 O to chodziło, o sprowokowanie do przemyśleń i do działania.

  • My na szczęście staramy się badać regularnie, ale niestety są takie sytuacje, że z dnia na dzień jesteś i Cię nie ma. Serce pewnie by mi pękło jakby coś się stało moim chłopakom. Nie umiem bez nich żyć. Kocham ich nad życie!

    http://www.zaraz-wracam.pl

    • To jest najstraszniejsze właśnie… ta chwila w której wszystko można stracić.

  • Bycie mamą poszerza pole widzenia, nieco je przechyla, ubarwia, wprowadza szarości, grzmoty.
    Bardzo fajny wpis.

    • A jaki piękny komentarz! Muszę poznać Niekonwencjonalną!

  • Mam dokładnie to samo… Niestety ja pochodzę z rodziny gdzie rak jajników i jelita grubego (to są skorelowane raki, bada się je nawet tym samym markerem) grasuje sobie i chula. Boję się o siebie, ale jak chciałam skierowanie na badanie genetyczne, które zagwarantowałoby mi profilaktykę to mi powiedziano, że skierowanie dotyczy tylko osób, u kórych w rodzinie był rak piersi, a z tego co czytałam w necie wcale tak nie jest… I teraz sama nie wiem… bo wiem, że ja na pewno mam skłonności, a nie jestem w stanie wyciągać raz do roku 500 zł na kolonoskopie, 200 zł na usg piersi itd. itp. To dziwny chory kraj, co miesiąc płacimy składki, ale nawet dostać skierowanie na morfologie jest ciężko…

    • Lekarze przyjmujący na NFZ to czasami porażka. Ostatnio byłam u dwóch specjalistów różnych dziedzin. Na wizyty czekałam ponad dwa miesiące. U obydwu usłyszałam najdalej po 30sek ze kierują mnie prywatnie. Kiedy powiedziałam, że nie pójdę prywatnie to wielce oburzeni. Wiec skoro oni nie potrafią leczyć to po co przyjmują? Po co te składki? Aż mnie nosi jak widzę takie coś. Gdybym chciała iść prywatnie to nie czekałabym tyle czasu żeby tylko się przejść, szkoda by mi było zmarnowanego czasu. Myślę o zakupie koszulki na takie okolicznosci z napisem "Jeśli czekam kilka tygodni/miesięcy na wizytę w ramach NFZ to nawet NIE PROBUJ PROPONOWAĆ mi wizyt prywatnych!"

    • O! Chyba sobie taką zamówię! No, ale cóż lekarze tak mało zarabiają, ciągle strajkują… to nie dziw się, że muszą sobie za 15-minutowe badanie dorobić 200 stówki… 😛 szkoda tylko, że zwykle ich pacjenci zarabiają jakieś 5 razy mniej niż oni w publicznym szpitalu…

    • Ale co mnie rozwaliło. Wychodzę już, a lekarka do mnie: "I tak doktor nie powie pani więcej niż pani sama wie i ja pani powiedziałam. Chyba nie chce mieć pani dłutowanej kości?" To po co mam jechać, żeby ot tak wydać sobie pieniądze i wyjść po 2 minutach?

    • Melanie's naprawdę tak Ci powiedziano? W szoku jestem! Le chce zrobić badania genetyczne, ciekawe czy dostanie skierowanie. Z tego co się orientowaliśmy nie powinno być problemów bo w jego rodzinie robiono już takie badania, ale nie zdziwię się jeśli będzie tak jak piszesz.

    • Kreatywna mama, ręce opadają jak czytam to co piszesz… Ja to widać zielona i nie doświadczona, pojęcia nie mam co się dzieje w służbie zdrowia. Współczuję, bo sporo nerwów tracisz. Masakra!

  • W sumie też się dziwię Melanie's, że Ci tak powiedzieli (zmień lekarza), bo my również jesteśmy pod opieką poradni genetycznej i jeśli dobrze pamiętam to wystarczą chyba 3 przypadki w bliskiej rodzinie, aby podejrzewać wadliwy gen… Do tej pory refundowali badanie 3, teraz już 10 genów, aczkolwiek to jest ponoć też trudne do zdiagnozowania, bo nam p. dr tłumaczyła to na chłopski rozum na zasadzie takiej: jest linka do prania (geny), (pobierają próbki) wieszasz dwie klamerki po obu końcach, dwie bliżej środka, dwie jeszcze bliżej i jak trafisz w odpowiednie miejsce to super, ale nikłe szanse, całej linki nie da rady przebadać. Nam powiedziała od razu – nie wyszło za pierwszym razem, ale ewidentnie mamy któryś gen wadliwy bo zbyt dużo przypadków u nas jest.

    • Dokładnie u nas właśnie są 3 przypadki w najbliższej rodzinie. A z tym badaniem co napisałaś to ciekawe i jak widać strasznie skomplikowane, i wcale nie takie proste do ustalenia.

  • Mam bardzo podobne mysli do Twoich. Badania i profilaktyka! Musimy o siebie dbać skoro jesteśmy odpowiedzialnymi matkami i zonami *zuza

    • Cieszę się Zuza, że myślisz podobnie 🙂 Mam nadzieję, że wszystkie mamy będą pamiętać o profilaktyce. Jasne jesteśmy zabiegane, zmęczone, mamy dużo na głowie… ale musimy się badać! 🙂

  • Jejciu, jestem dorosłą babką, a nie umiem rozmawiać o śmierci. Jestem totalnie sparaliżowana, jak tylko przemknie mi śmiertelna myśl przez głowę. Nie byłam taka, strach przyszedł dopiero jak zostałam matką. Dotarło do mnie, że teraz muszę żyć dla kogoś, a to oznacza wielkie poświęcenie. Muszę zrobić wszystko, żeby być na świecie jak najdłużej nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla tych, którym dałam życie i nauczyć ich tego samego, ale to strasznie trudne…

    • Pewnie nie bardziej dorosłą niż ja 😉
      Mam to samo, sama myśl paraliżuje mnie. Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z kruchości życia, tak jak teraz gdy jestem mamą…

  • Piekny post… Ja właśnie jestem po cytologii dzisiaj i jakoś wewnętrznie się uspokoiłam, że w końcu po kolejnych miesiącach zwlekania, wykonałam badanie… Ulotne to nasze życie bardzo… I tak nie doceniamy na co dzień tego, co mamy… A szczęście składa się właśnie z tych codziennych drobiazgów, nie z wielkich rzeczy.. / Agata

    • Dziękuję :*
      Brawo! Ja właśnie się wybieram bo już czas. Dokładnie… ulotne, zbyt kruche i za mało doceniane na co dzień!