Podchodzę do tego tematu jak do jeża… Już dawno temu myślałam o napisaniu posta dotyczącego rozszerzania diety mojego dziecka. Byłam ciekawa jak sobie poradzimy w tej kwestii i nie mogłam doczekać się końca 6 miesiąca. Wyobrażałam sobie dumę z jaką napiszę Wam o metodzie BLW załączając przy okazji zdjęcia mojego szczęśliwego dziecka, które wcina różyczki brokuła, plasterki marchewki i inne kawałki warzyw i owoców. Niestety… Wszystkie moje wyobrażenia na temat rozszerzania diety poszły w zapomnienie, a jako matka czuję , że poległam z kretesem.

BABY LED WEANING
Wszystkie mamy chyba wiedzą czym jest BLW. A jeśli nie to krótko wyjaśnię. BLW czyli Baby Led Weaning. Metoda karmienia dziecka, która polega na stopniowym odstawianiu malucha od mleka i rozszerzaniu diety poprzez ominięcie etapu papek. Pozwala dziecku od pierwszego posiłku na samodzielne jedzenie. Warunkiem określonym w tej metodzie jest przede wszystkim samodzielne siedzenie. I tu pojawił się pierwszy problem, bo rozszerzanie diety rozpoczęło się od 6 miesiąca gdy Nina samodzielnie jeszcze nie siedziała.
Dziecko powinno też wykazywać chęć poznawania, okazywać zainteresowanie nowymi smakami. Z tym u Niny też było średnio. Czekałam na znak od niej, sadzaliśmy ją blisko stołu podczas naszych posiłków, ale ona nigdy nie była zainteresowana tym co jemy. Pomyślałam, że może jeszcze nie ten czas. Dlatego zanim zaczęłam wprowadzać warzywa i owoce, w pierwszej kolejności pojawił się kleik ryżowy.

 

GLUTEN

 

O glutenie naczytałam się sporo… Co mama to inna teoria, a każda z nich głosiła inne procedury wprowadzania glutenu. Od 5 miesiąca, od 10, po 1 roku… a jeszcze inne mamy uznały, że glutenu podawać nie będą wcale. Jak ze wszystkim zrobiłam po swojemu. Pod koniec 6 miesiąca Nina na śniadanie i na kolację jadła kleik ryżowy, który polubiła od pierwszego poznania, a raz dziennie do wieczornego posiłku dodawałam łyżkę stołową kaszki manny Nestle, ( łyżka stołowa zawierała 2-3g glutenu czyli tyle ile potrzebne jest do ekspozycji na gluten). Taka metodę wybrałam i tego trzymałam się przez kolejne 2 miesiące. Po tym czasie Nina poznała szeroki wybór eko kaszek, które szczerze polecam, a o których usłyszałam od mojej koleżanki Marty i Kasi z bloga Kiedy mama nie śpi.

 

KASZKI I KLEIK EKO

 

Te kaszki są przede wszystkim zdrowe i nie zawierają cukru, w przeciwieństwie do tych dostępnych w każdym niemal sklepie. Kiedy patrzę na ich skład to załamuję się na myśl o tym, że to produkt przeznaczony dla dzieci. Tego nawet dorośli nie powinni jeść! Kaszki Niny to niemieckie kaszki dostępne w sklepach ze zdrową żywnością. Kupujemy te, które polecały Marta i Kasia czyli firmy Holle i Sun Baby. Wybór jest ogromny. Ulubione Niny to kaszka: musli, owsiana, jaglana, orkiszowa. Można je przygotować na bazie wody lub mleka , ponieważ są mleczne i bezmleczne. Za niedługo, gdy Nina skonsumuje swój zapas, kupimy nowe smaki przeznaczone dla niemowląt zgodnie z ich wiekiem. Ja wybieram te bezmleczne, dlatego, że wolę sama dodać mleko modyfikowane, takie które Nina pije.
Na początku Nina jadła „czyste” kaszki, a kiedy dieta się poszerzyła zaczęłam urozmaicać te posiłki dodając do nich owoc. Wolę taką formę bo wiem jakie mleko modyfikowane zawiera jej danie i znam pochodzenie owoców.

 

BLW W PRAKTYCE – JEDNAK PAPKI WARZYWNE…
Kiedy Nina pokochała kleik i kaszki, nadeszła pora na warzywa. Uznałam, ze lepiej zacząć od tego niż od owoców, aby nie polubiła za bardzo słodkiego smaku. Wtedy mógłby pojawić się problem z chęcią poznania smaku warzyw.  Ja wiem, że BLW to na początku zabawa… Niestety ta zabawa trwała zbyt długo abym ja niecierpliwa to zniosła. Zabawa wydała mi się też mało śmieszna kiedy za każdym razem próba poznania czegokolwiek kończyła się duszeniem, zadławieniem i wywracaniem Niny do góry nogami w celu usunięcia kawałka miękkiego przecież, warzywka. Nie mogliśmy na to patrzeć z Le. Uznając, że prędzej zejdziemy na zawał niż Nina nauczy się jeść za pomocą metody BLW, porzuciliśmy ją i postanowiliśmy spróbować papek.

 

Przez jakiś czas Nina nie miała ochoty na warzywa. Dni mijały, BLW porzuciliśmy, a Nina nadal jedyne co chętnie jadła to kleik ryżowy, ewentualnie ryżowy z odrobiną glutenu w postaci kaszki. Postanowiłam że łyżkę glutenu zamiast podawać do kolacji, dodam ją do papkowatych warzyw. I co? I Nina jadła aż jej się te małe uszka trzęsły. Wszystkie warzywa wprowadzane stopniowo zostały zaakceptowane przez Ninę. Z każdym posiłkiem zjadała coraz więcej i coraz bardziej urozmaicone dania. Z czasem też przestałam dodawać mannę. Warzywka gotowałam jej sama. Do czasu…

 

SŁOICZKI

 

Kiedy przyszedł czas na dodanie do posiłku mięsa przyznam , że poszłam na łatwiznę. Trochę mam żal do siebie, ale tak jest łatwiej i wierzę, że również zdrowo. Otóż chodzi o to, że dania, które zaczęłam jej podawać są obiadkami ze słoiczków. Nie zamierzam w tym momencie toczyć dyskusji czy to jest zdrowe czy nie. Jak na wszystko, tak i na to jest wiele teorii, wiele opinii i krytyki. Patrzę jednak na etykietę i skład słoiczka, i nie widzę tam nic co mogłoby mnie zaniepokoić. A sama nie wyczaruję dla Niny tak rozmaitych i ciekawych dań jak te gotowe ze sklepu. Wiem, że posiłek z mięsem dla takiego malucha (a wiem to jak wszystko co mądre od mojej koleżanki Marty) powinien zawierać nie więcej niż 10% mięsa. Przyznaję się, że przygotowywanie urozmaiconych dań zawierających mięso stało się dla mnie problemem, a słoiczki zapewniają mi właściwe proporcje składników i do wyboru mnóstwo kombinacji. Sama nie wymyśliłabym takich obiadków, a już na pewno nie zapewniłabym jej każdego dnia takiej różnorodności.

 

ROZSZERZONA DIETA NINY DZIŚ

 

Co dziś je Nina? Wszystko co może,a wszystko co może – kocha jeść. Od szpinaku i zielonego groszku, którego wiele dzieci nie znosi, do dań mięsnych takich jak królik z brokułem i ryżem, krupnik z cielęcinką, spaghetti z kurczakiem, zupka z indykiem i koperkiem, warzywa z indykiem i kaszą jęczmienną czy warzywa z delikatną wołowiną. Posmakowała jej też rybka z ziemniakami lub w sosie pomidorowym. Poza tym często do gotowych dań dodaję ugotowane przeze mnie warzywka lub łączę je z jajkiem, które podaję też od czasu do czasu. Na deserki Nina je owoce i od niedawna twarożek i jogurt wymieszany również z owocami.
Muszę przyznać co mnie ogromnie cieszy, że Nina ma bardzo duży apetyt. Zjada spore ilości kaszki na śniadanie i kolację. Na obiad zjada duży 190 g słoiczek. Pomiędzy posiłkami dostaje owoc lub deserek. Za jakiś czas będzie mogła poznawać smaki z naszego talerza, choć muszę przyznać, że do dziś nie wykazuje zainteresowania tym co jemy. Kiedy jednak widzi mnie zbliżająca się z jej miseczką cieszy się ogromnie:) Pomimo ciągłych prób podania jej w całości jabłuszka lub kawałka banana do tak zwanego „ciamkania” efekt jest taki sam – po chwili Nina wisi w dół i usuwamy jej kawałki, którymi się dławi. Chyba nie ma sensu próbować… Słoiczki zgodnie z przeznaczeniem wiekowym są różnej konsystencji, dzięki czemu Nina stopniowo przyzwyczaja się do większych kawałków. Jej obiadki to nie są już tylko papki. W daniu pojawiają się grudki warzyw, oraz kasza czy ryż i radzi sobie z tym świetnie. Myślę, że zostaniemy przy stopniowym wprowadzaniu większych kawałków warzyw i owoców.Kiedy Wasze dzieci zaczęły próbować tego co miałyście na talerzach? Czy BLW było dla Was problemem? Niech mnie pocieszy jakaś mama i powie, że nie jestem taka zła podając jej słoiczki. Please!!!! 😉

 

Written by Anna
  • Ja od samego początku gotowałam Kubie wszystko sama. Nie wprowadzałam metody BLW, bo mnie się ona niezbyt podoba- ale jak mówisz- każda mama to inna opinia. Wprowadzałam do diety najpierw warzywa, później owoce. Blendowałam zupki i owoce do czasu pojawienia się 4 zębów, czyli do jakiś 8 miesięcy- później rozgniatałam widelcem. Słoiki nie były akceptowane przez synka, ale wszelkiego rodzaju kaszki ryżowe jak najbardziej 😉
    Teraz Kuba je wszystko, bez wybrzydzania. Jestem z tego bardzo zadowolona

    • To tak jak ja, najpierw warzywa potem owoce. To chyba dobry sposób. BLW spróbowałam i jestem tego samego zdania – nie podoba mi się. Nina ma dopiero dwa ząbki i to jeszcze króciutkie, ale z grudkami dobrze sobie radzi, skończyła 8 miesięcy więc chyba to dobry czas.

    • A i jeszcze jedno! Jak gotowałaś to codziennie coś nowego? Czy mroziłaś lub zaprawiałaś? Jakie mięsko dorzucałaś?

  • U nas z BLW było niestety ksztuszenie na początku. Bo Zosia jak weźmie coś do buzi to wielkie gryzy! Teraz już jej to lepiej wychodzi 🙂
    Je wszystko, wszystko co damy nawet natkę z pietruszki czy koperek 🙂 Nie wymyśla (jak jej starszy braciszek) od samego początku z jedzeniem nie miała problemu prócz tego żeby jej więcej dać 😀
    Kaszki (te gotowe)musieliśmy odstawić bo miała po nich zatwierdzenie :-
    Odnosząc się do słoików to my nie podajemy. Wszystko sami gotujemy.

    • Nina do dziś strasznie się dusi, potrafi odgryźć spory kawałek a ja mam słabe nerwy poza tym to naprawdę wydaje mi się niebezpieczne. Przynajmniej w naszym wypadku bo pewnie są dzieci, które sobie świetnie radzą.
      Fajnie, że Zosia tak ładnie je. Nina póki co też. Jestem zadowolona bardzo. A jakie rodzaje mięsa wrzucasz do gotowanych obiadków? Zaprawiasz? Mrozisz? czy gotujesz codziennie?

  • Ja również gotuje sama, niestety mimo, że mój syn ma 14 miesięcy, nie mogę go nauczyć jedzenia potraw z grudkami, może dla tego, że ma tylko 6 ząbków. Sam gryzie, ale gdy poczuje grudki ma odruch wymiotny.

    • Kurcze tylko ja taka jestem…? To samo pytanie co do innych mam, gotujesz codziennie? Czy zaprawiasz lub mrozisz takie obiadki?
      Nina ma tylko dwa i to jeszcze krótkie ale z grudkami dobrze sobie radzi. Skończyła 8 miesięcy. 14 miesięcy to faktycznie już duży chłopiec i 6 ząbków to nie tak mało. Trudno mi cokolwiek doradzić….

  • Ja też szykuje coś na temat rozszerzania diety, ale dla alergika, bo niestety u nas taki problem :/ Słoiczki podaje sporadycznie, a gotuje sama i mroże 😉 O BLW czytałam, ale jakoś w ogóle ta metoda nie przypadła mi do gustu i nawet nie próbowaliśmy 😉

    • Współczuję alergii. Ja już miałam wizję takiej diety gdy Nina będąc na piersi dostała uczulenia. Przeszło na szczęście! O! Ty mrozisz. Kurczę chyba się zmobilizuję bo widzę, że wszystkie mamy gotują tylko ja taka wyrodna matka…

  • Moje dzieci kaszek mleczno-ryżowych nie lubiły. Synek wymiotował strasznie po nich, tolerował kleik ryżowy, (którym musiałam go dokarmiać, więc zagęszczałam mleko bo mało przybierał), a później też kaszki ryżowe smakowe. Dietę zaczynałam rozszerzać od papek, a grudkowate rzeczy podawałam kiedy pojawiły się ząbki. Przy Córce zaczynałam od słoiczków, ale stwierdziłam, że to nieekonomiczne ;-P Więc gotowałam możliwie podobne dania do naszych (gdy upewniłam się, że nie ma alergii na pojedyncze produkty, wyłączając te jeszcze niewskazane i przyprawy), w osobnym garnuszku, albo gdy my pozwoliliśmy sobie zaszaleć, przygotowywałam dania za którymi sami niezbyt przepadamy jak np. z dodatkiem szpinaku czy cukinii itd. Inspiracji szukałam w gotowych słoiczkach, patrzyłam "co w nich siedzi" i działałam w domu. Z Synem słoiczki były tylko przy okazji wyjazdów, albo, gdy musiał dostać szybki obiad. Potrafiłam gotować mu obiadki w 4 garnkach na raz i zaprawiałam to w słoiki domowej roboty 🙂 Gdy gotowałam np. rosół (co dla mnie jest zupą bazą) mogłam przygotować z niego równocześnie brokułową czy dyniową lub warzywną. Obiadki z mięskiem lub bez, ziemniaczki albo z marchewką albo ze szpinakiem. Tworzyłam ile się dało, żeby mieć pod ręką jedzonko w razie "awarii". Owoce z własnego ogrodu też miksowałam i zaprawiałam, bo nigdy nie wiadomo czy nie wpadnie nam do głowy spontaniczna wycieczka. Fakt, dodatkowe pożywienie mama zawsze miała przy sobie :-), ale nie samym mlekiem mały człowiek musi żyć 🙂

    • Kurcze! Jesteś dla mnie niedoścignionym wzorem! Wstyd mi …. Chyba wezmę z Ciebie przykład, a przynajmniej postaram się. W sumie jak to przeczytałam to, to gotowanie na zapas nie wydaje się trudne i czasochłonne. My jemy takie wymyślne dania (gotuje mój partner), że Nina jeszcze jakiś czas nie będzie mogła tego spróbować, więc dla niej na pewno w grę wchodzi zupełnie oddzielne przygotowanie obiadu.

    • Ale mi posłodziłaś 🙂

    • A cukier niezdrowy! 😉

    • Wiem, wiem i zazdroszczę, że nie lubisz słodyczy, bo ja jestem uzależniona 😛

  • Ja słoiczki podawałam z rybą – bo tego bałam się przyrządzić samodzielnie albo na wyjeździe albo gdy miałam lenia 🙂 Julka od pierwszego roku życia zaczęła jeść już wszystko z nami.
    Naslonecznej.blogspot.com

    • Tak właśnie myślałam, że od pierwszego roku można zacząć próbować podawać co nie co z naszych talerzy. Ryba to też dla mnie trudny temat bo z pochodzeniem ryb podobnie jak drobiu (przede wszystkim kurczaków) może być różnie.

  • Ja się przymierzam do BLW. Przekonuje mnie to, że tak jak dziecko samo wyznacza moment siadania, raczkowania, chodzenia, tak samo powinno mieć możliwość rozszerzania diety we własnym tempie. Tylko jak to będzie w praktyce? Nie wiem, zobaczymy za kilka miesięcy, na razie czytam i dowiaduję się jak najwięcej 🙂

    • Ja też czytałam i dowiadywałam się i byłam przekonana, że to fajny pomysł. Ja poległam, ale Tobie życzę sukcesu w tej metodzie. Trzeba pamiętać , że każde dziecko jest inne i jedne lepiej sobie radzą inne gorzej.Trzymam kciuki! 🙂

    • Dzięki! Zobaczymy co to będzie, bo teoria a praktyka to dwie różne rzeczy 🙂

  • Ja też karmiłam mojego synka kaszkami Holle są o wiele zdrowsze i nie słodzone przede wszystkim 🙂

    • Tak to też mnie przekonało do nich 🙂

  • oczywiście że nie jesteś taka zła, bo ja też podaję słoiczki 🙂 wychodzę z założenia że produkty te są dokładnie przebadane (czego nie można powiedzieć o warzywach i mięsie w spożywczaku) a poza tym są dobrze skomponowane. Czekam na warzywka z ogródka mojego taty i wówczas będę gotować dla mojego Malucha 🙂

    • Kocham Cię! Wiedziałam, że na Ciebie mogę liczyć i, że dowartościujesz mnie 😉 To jesteśmy dwie! 😉
      Ale powiem Ci, że ja tak samo myślę, nie wiem może naiwnie…. ale ufam, że w tych słoikach są naprawdę sprawdzone produkty. Ostatnio nawet mama mnie wyśmiała, jak zobaczyła moje ziemniaki ze sklepu eko i to ile za nie dałam. A zna się na tym. Jak się okazało to były ziemniaki najgorszej chyba z możliwych odmian. Boję się też mięs, a zwłaszcza drobiu dostępnego w sklepach. Czym były faszerowane tego nie wiemy.
      Kiedy planujesz podawać coś ze swojego talerza?

    • Jeśli chodzi o mięsko to już położna na ostatniej wizycie polecała mi abym kupowałam w słoiczkach jak będę gotować zupki bo to sklepowe to niestety jedna wielka niewiadoma. Poza tym mam zamówione 3 króliki ze sprawdzonego źródła które poporcjuję i zamrożę 🙂 A co do mojego talerza to pewnie zaczniemy jeść to samo po roczku – jak to wszyscy piszą 🙂 nie wiem jeszcze 🙂 Na razie pewnie zacznę powoli gotować osobno dla Filipa bo nie chcę żeby jadł solone potrawy póki nie musi.

    • Naprawdę położna nawet polecała? No proszę! Ja też soli unikam tak jak cukru. Pewnie też będziemy próbować wspólnych dań po roku.

  • Ja podaję ze słoika tylko drób, ponieważ nie ugotowałabym córci z kurczaka z niesprawdzonego źródła, ale przeważnie sama gotuję i sprawia mi to wielką radość jeśli później widzę jak bardzo jej smakuje 🙂

    • Mam to samo z drobiem, ale powiem Ci, że innych mięs też się boję. I jak pisałam wyżej w komentarzu nawet na ziemniaki w sklepie eko się nacięłam.
      Widzę, że sporo mam gotuje i zaprawia, więc chyba zmobilizuję się i też coś zrobię 🙂

  • Nie korzystałam z BLW właśnie z tego samego powodu to ty . Słoiczki oczywiście , że podawałam również z tego samego powodu . Nie jestem osobą która przejmuję się opinią innych kiedy wiem , że robię dobrze albo że na pewno nie wyrządzam dziecku krzywdy . Ile mam tyle opinii , Pozdrawiam 🙂

    • Masz rację, najważniejsze to się nie przejmować opiniami innych, w końcu żadna z nas nie chce źle dla swojego dziecka. Intuicyjnie wybieramy przecież to uważamy za słuszne.

  • Anonimowy

    Ja mieszam obie metody, chociaż z przewagą zupek. Strasznie mi się spodobała możliwość podawania dziecku jedzenia w kawałkach, córeczce zresztą też :). Chociaż swoją przygodę zaczęła od spróbowania talerza 🙂
    Zupki też gotuję sama, czasami mrożę, a czasami pasteryzuję. Dzięki temu codziennie je coś innego,
    Jeżeli chodzi o słoiczki to jaką mam pewność, że użyte tam warzywa eko są lepsze od tych ziemniaków, które sama kupuję? Niestety rzadnej, a nikt mi nie pokaże czy faktycznie są tak skrupulatnie badane. Dlatego wolę sama kupić warzywa i mięso eko i ugotować obiadek 🙂 A słoiczki wolę sobie zostawić na w razie w.
    P.S. Świetnie czyta się Twojego bloga 🙂 podziwiam, bo nie każdy potrafi tak pisać. Gratuluje talentu 🙂
    Pozdrawiam Asia

    • Ja też próbowałam jednocześnie przy "papkach" podawać kawałki ale niestety… za każdym razem Nina się dusiła.
      Dziękuję za słowa "p.s."! Nawet nie wiesz jakie to miłe. I zaskakujące dla mnie, że ktoś tak uważa. Serio! 🙂 Dzięki takim komentarzom fruwam z radości 🙂

  • U mnie 5 dzień rozszerzania diety, więc jeszcze szału nie ma 😉 Nie siedzi stabilnie, więc z próbami BLW się wstrzymuję do tego czasu. Na razie papki – gotuję sama i mrożę w pojemnikach na kostki lodu (żeby codziennie nie gotować kilku łyżeczek, bo tak to na razie wygląda). Z marchewką samą się nie polubiła, ziemniak może być, choć zachwytu nie ma. Za jakiś czas spróbuję 2 w 1 🙂 Ze względu na alergie u mnie odpada bardzo dużo gotowych kaszek i słoiczków. A że karmię to sama też muszę się trzymać tej diety, więc jak już sobie robię "kaszkę" na śniadanie typu jaglanka, z płatków ryżowych itp, to nie problem mi odłożyć część dla niej – ewentualnie potraktować to jeszcze blenderem 🙂 Bardzo liczę na to, że w związku z ograniczeniami w mojej diecie – bardzo szybko będziemy mogły jeść to samo. No ale na razie wprowadzam pojedynczo warzywka. /Justyna.

    • Ja dopóki podawałam same warzywa też gotowałam. Gdy wprowadziłam mięso to się zmieniło, bo trudno było mi zachować proporcje i nie miałam zaufania do mięsa sklepowego… U nas na początku też nie było zachwytu, a gdy dodałam łyżkę tej kaszki to od razu zaczęła jeść. Już wiadomo co to za alergia?

    • Wychwycone nabiał pochodzenia zwierzęcego, jajka, cytrusy, kiwi i pomidory. Kilka rzeczy jeszcze mamy zabronione ze względu na podobne białka (soja, wołowina) czy silne alergeny (truskawki, kakao, orzeszki ziemne). Resztę mogę próbować pojedynczo i powoli wprowadzać w swojej diecie obserwując wpływ na Liwię. Więcej już na blogu a niedługo będzie kontynuacja 😉 /J.

    • Współczuję! W takim razie muszę poczytać.

  • Nie miej sobie za złe, że sięgnęłaś po słoiczki. Ja sama je podawałam może trochę z lenistwa i z wygody. Generalnie nigdy nie pomyślałam o nich jak o gorszym wariancie żywienia dziecka. Swoją drogą nigdy nie udało mi się uzyskać papki mojej roboty np. z marchewki o tak marchewkowym smaku jak te ze słoików.

    • O! Już mi lepiej! To tak jak ja… przyznaję też, że jest to wygodniejsze. Wierzyłam zawsze, że te słoiczki są zdrowe dopóki nie poznałam innych mam, które o mało mnie nie zjadły za nie 😉