Wczoraj Nina skończyła pół roku zatem nie może zabraknąć podsumowania tych ostatnich miesięcy. 
Po pierwsze to niesamowite, że minęło już 6 miesięcy! Jak to możliwe? Jeszcze niedawno miałam ogromny brzuch… a jednak! Ten czas był wyjątkowy, piękny, ale jednocześnie i trudny. Te 6 miesięcy to była przygoda pełna niespodzianek i nowych doświadczeń. W tym czasie poznałam co to znaczy być mamą i uczę się do tej pory jak być dobrą mamą.

Te pierwsze miesiące w życiu każdego malucha są niezwykle przełomowe i w trakcie tego czasu zachodzą niesamowite przemiany …. a dla nas mam każda taka przemiana to kolejny powód do radości, każdy taki dzień to nowe święto triumfalnie odznaczone w kalendarzu.
Ze wzruszeniem zaglądam do swojego notatnika w którym skrupulatnie notowałam wzrost wagi mojej córeczki. Nina już w dniu wyjścia ze szpitala ważyła więcej niż w dniu porodu i nigdy nie było powodów do obaw – pięknie rosła, ale ja „matka przerażona i przewrażliwiona” bałam się o jej prawidłowy rozwój, więc niczym „idealna matka” musiałam zanotować każdy pomiar i mieć go pod kontrolą. 
Pamiętam też czas kiedy oczekiwałam aż odpadnie jej kikut pępowiny. Już myślałam, że ta chwila nigdy nie nastąpi. Nie wiem czy to długo czy nie, ale kiedy odpadł w 6 tygodniu cieszyłam się jak głupia.
W ciągu tych 6 miesięcy Nina zaliczyła pierwszą, długą podróż samochodem. Przejechała w sumie 750 km tam i  z powrotem. Zaliczyła też pierwszą poważną imprezę – 18-kę swojego kuzyna. Co prawda większą część imprezy przespała, ale długo była dzielna i uśmiechnięta, a głośna muzyka w niczym jej nie przeszkadzała. Rozpoczęła też kurs nauki pływania i mimo trudnych początków staję się coraz lepszym pływakiem i nurkiem. Co chwilę odkrywa nowe umiejętności. W domowej wannie potrafi wykopać nogami połowę zawartości wody tak, że śmiało można nazwać naszą łazienkę małym basenem. Potrafi sama  zdjąć rajstopy (szkoda, że nie umie już ich sama założyć), wie jak z maty do zabawy zrobić namiot, umie obrócić się w łóżeczku o 180 stopni i nakryć się kołderką z góry na dól, spać w poprzek i przewrócić się na brzuszek – choć nie należy to do jej ulubionych zabaw. Potrafi też uruchomić o 4:00 rano karuzelę, którą ma zamontowaną w łóżeczku… tą umiejętność mogłaby sobie darować, ale co zrobić? Dziecko pokochało muzykę tak jak jego rodzice, więc skoro 4:00 dla niej jest dobrym momentem to i dla rodziców musi być.
Jest już na tyle duża, że mamy pierś przestała być najważniejsza i gdy przychodzi pora karmienia potrafi głośno upomnieć się o swój nowy posiłek. Poznała już smak pierwszych warzyw i owoców, nabyła umiejętność jedzenia z łyżeczki i co graniczy z cudem nauczyła się pić z butelki! Po tylu próbach i płaczach gdy nagle zaskoczyła mnie, i zaczęła pić, łzy stanęły mi w oczach. To naprawdę było wielkie wydarzenie dla nas i historyczny moment. Już miałam wizję pojenia jej mlekiem i wodą z łyżeczki….
Co mnie dało te 6 miesięcy? Nie sposób pisać o uczuciach, tego nie da się przelać na słowa. To duma tak ogromna, że dech zapiera i miłość tak wielka, że zaskoczyła mnie samą. Uczucie, którego nie da się porównać do żadnego ze znanych mi dotąd. Miłość do partnera jest przecież zupełnie czymś innym. Z miłości do dziecka wiesz, że dasz się zabić, nie ma chwili zawahania, jesteś w stanie oddać wszystko za własne maleństwo, przenieść góry i wywrócić świat do góry nogami jeśli zajdzie taka potrzeba. Od chwili zostania rodzicem drżysz na myśl, że mogłoby Ciebie zabraknąć.
W ciągu tych 6 miesięcy doceniłam też czym jest smak ciepłej kawy (zbożowej co prawda ale jednak kawy), zimnej zdecydowanie nie lubię, jednak jako matka mogę zapomnieć o ciepłej kawie, ciepłym śniadaniu czy obiedzie. O kolacji swojej nie wspomnę bo to pora kąpieli i kolacji czyściocha, jego snu, a potem sprzątania. Trzeba też sprawdzić czy sąsiada nie zalało po tej kąpieli, wypompować wodę z łazienki i tak… pora wieczornego posiłku mija. W okolicach 23:00 przypomina mi się, że nie jadłam, ale wtedy to już nie mam sił więc idę spać. Śniadanie i obiad o której by nie był porze zawsze zbiega się z porą marudzenia Niny lub też porą jej posiłku. Wiadomo dziecko je pierwsze potem je matka, ewentualnie nie je wcale.
Dzięki Ninie widziałam więcej wschodów słońca w ciągu ostatnich miesięcy niż w całym swoim życiu, doceniam bardzo sen dłuższy niż 2 godziny, i w życiu nie spodziewałam się, że wyjście do sklepu na zakupy (samej bez Niny!) będzie tak dużym przeżyciem. Gdy pierwszy raz po kilku tygodniach od porodu wyszłam z domu z jednej strony przyznam się odczuwałam  lekką radość, a z drugiej obawę, czy na pewno poradzą sobie beze mnie? Dowiedziałam się też jak szybko potrafię biegać gdy się okazało, że jednak sobie nie radzą i wyjście na 40 minut okazało się być zbyt pochopną, i nierozważną, ba! Nawet wręcz nieodpowiedzialną decyzją!
Doceniłam też przyjemność kąpieli – własnej. Co prawda początkowo nie było łatwo, bo gdy tylko weszłam do wanny, mokra musiałam z niej wychodzić bo dziecko postanowiło obudzić się w chwili gdy ja miałam czelność zrelaksować się. W późniejszym czasie Nina jednak zluzowała i teraz już pozwala mi zażywać kąpieli w spokoju. Długo jednak ta chwila pozostawała marzeniem.
W ciągu ostatnich 2 miesięcy przeczytałam nawet 60 stron książki! I całkiem prawdopodobne jest to, że do końca roku zdążę ją przeczytać w całości.
Przestałam też tęsknić za alkoholem. Stan upojenia osiągam w inny sposób. Bywają noce po których czuję się równie wczorajsza jak po hucznej imprezie. Stan ten sam a do tego i zdrowiej, i ekonomiczniej bo bez alkoholu. Dziękuję Ci Ninko :*

Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że przede mną kolejne 6 niesamowitych miesięcy, podczas których Nina zacznie raczkować, stawiać pierwsze kroki, pojawią się zęby ( zęby = nieprzespane noce, tyle mam z tym skojarzeń 😉 ). To będzie równie przełomowy czas jak ten, który już za nami. I już nie mogę go doczekać! A jednocześnie chciałabym aby pozostała taka malutka jak jest…  I tak do końca życia pozostanę „matką rozdartą” – dumnie patrzącą na swoje dorastające dziecko, z tęsknotą i łezką w oku, na myśl o maluszku, którego przywiozłam ze szpitala… całkiem „niedawno” przecież 😉

————————————————————————————————————
Przy okazji postu chciałabym napisać Wam o pewnym portalu. Nazywa się  mamydzieci.pl . Serwis jest podzielony tematycznie, więc na pewno każdy znajdzie tam coś dla siebie. Od ciąży przez poród do dziecka – w każdym wieku. Ostatnie dwie zakładki to „Dla Rodziców”„, gdzie w miejscu „Blogi Parentingowe” znajdziecie też Pudełko Mamy, i zakładka „Dla Dzieci” a w niej  bajki, wierszyki, zabawy i kolorowanki do wydruku. Zapraszam! 🙂

Written by
  • Kochana my również polecamy MamyDzieci.pl 🙂

    6 miesięcy… czas tak szybko mija. O naszym wówczas 6cio miesięcznym Synku możesz poczytać tu:
    http://www.martynag.pl/2014/12/nocnik-i-pierwsze-kroki-oli-6m-cy.html

    Powiem Ci, że chciałabym mieć tak śliczną Synową 😛

    • O! To spotkamy się tam 😉
      Chętnie poczytam o Waszych 6 miesiącach, dzięki za linka. Dopiero poznaję Waszego bloga więc jest co nadrabiać 🙂
      Nie zgadniesz co ja pomyślałam gdy odkryłam MarynaG.pl … "Fajnie byłoby mieć takiego zięcia" 😉 Twój synek jest przeuroczy!

  • Jestem przekonana, że za parę dobrych lat jak Nina przeczyta ten wpis to będzie ryczała ze wzruszenia. Piękny post i piękna pamiątka dla niej 🙂

    • Oby tak było, pewnie obie będziemy ryczeć 😉 No chyba, że mnie skrytykuje i akurat jej nie spodoba się Pudełko Mamy 😉

  • wzruszający wpis – warto utrwalać wspomnienia.

    • Dziękuję. Oj tak warto, za kolejne pół roku pewnie nie będę pamiętać większości zdarzeń.

  • Cudowna dziewczynka 🙂 Ja już nie mogę się doczekać aż mój krasnal skończy 6 miesięcy 🙂

    • Dziękuję. Teraz nie możesz się doczekać, a za chwilę tak jak ja będziesz tęsknić za tym maluszkiem, którym był jeszcze kilka miesięcy temu 🙂

  • Jakbym czytała swoje myśli, kiedy Oli kończył 6 miesięcy. Wspaniałe i wzruszające wspomnienia. Przed Wami jeszcze całe życie razem, wypełnione niezapomnianymi chwilami i mnóstwem szczęścia. 😉

    • I to jest właśnie najfajniejsze! Macierzyństwo to wielka przygoda i podróż w nieznane.

  • Anonimowy

    Z tym stanem upojenia trafiłaś w sedno .Ja rano mam takie myśli ,że nawet sama siebie zadziwiam ,ale moment wszystko mija jak ten uśmiech mnie przywita wszystko mija .Przechodziliśmy w ostanim tygodniu infekcję kaszel ,uszy i wyszedł drugi ząbek nawet nie chce nic mówić .Przeżyłyśmy jest super .mama Nadii tej co nie lubi pić.

    • O hej 🙂 I jak Nadia nadal nie lubi pić? U nas przełom! Nina pokochała butelkę! Wody nie wypija wielkich ilości, ale coś tam zawsze wpadnie do środka. I uwielbia mleko modyfikowane… posmakowała i teraz woli to niż mnie 😉 Zębów nadal brak, za to nie śpimy jakbyśmy ząbkowały. Ja wiem, że to podobno może trwać i trwać zanim wyjdzie ząbek, ale ona nie śpi już od 3 miesięcy! Jakie ja rzeczy gadam albo robię w ciągu dnia z tego niewyspania… No ale co? Wyjścia nie ma. Mam to samo co Ty, jak rano otwieram jedno oko i widzę ją obok siebie z tym szelmowskim uśmiechem, to od razu przypominam sobie jakie to szczęście, że ją mam 🙂

    • Anonimowy

      Nadia też coś tam pije pomału jakoś przy tej infekcji zaczęła troszkę pić .Jeżeli twoja mała jest bardziej niespokojna czy gorzej sypia spróbuj czopek viburcol nie wiem czy już to znacie na moją córe w krytycznych dniach działa to homeopatyczny lek i jak raz na czas się poda nie zaszkodzi a dziecko też się tak nie męczy .Pozdrawiam Aldona

    • O to skoro zaczyna, to jest nadzieja 🙂 Nie znałam tego Vibucrol, dzięki za polecenie! Faktycznie na krytyczne noce warto mieć. A masz coś dla matki? 😉 Bo ja do 3-4 rano nie mogę zasnąć… chyba z przemęczenia bo nie wiem jaki może być inny powód?

    • Anonimowy

      No nie wiem może wykorzystaj ten czas z mężem [hi,hi] albo meliska ,za rok o wszystkim zapomnisz i będziecie planować dla Ninki braciszka. Wspomina się zawsze te dobra chwile.

    • Ha ha dzięki za radę 😉

  • Pierwsze pół roczku, potem roczek. Cieszcie się każdą chwilą, bo czas mija błyskawicznie i ani sie obejrzysz a Nina będzie miała studniówkę 😀

    • Haha! Dobre! Nie strasz tą studniówką! Ja się zaraz popłaczę 😉 To prawda…. dzieci za szybko rosną 🙁