Nadszedł czas na porzucenie szarego i wyciągniętego dresu. Nadszedł czas na sukienkę i… na szpilki jeszcze nie – to przede mną 😉

Zanim zaszłam w ciążę, a nie mogłam w nią zajść przez dłuższy czas, na pocieszenie słyszałam głosy innych: korzystaj póki możesz potem będziesz marzyć o chwilach dla siebie.  A ja przeciwnie, marzyłam by już ich nie mieć, by każdy wolny moment, był zajęty przez moje dziecko. Pragnęłam tego mocno i nie rozumiałam, i nie wierzyłam w to, że mogę za tym zatęsknić. Mówiłam, że to niemożliwe bo pragnienie bycia matką jest znacznie silniejsze.

Kiedy już mamą zostałam, poznałam jak smakuje macierzyństwo i jaką radość może sprawić wyjście na zakupy do sklepu – te spożywcze, bo o innym szaleństwie zakupowym nie było mowy. No chyba , że z Niną u boku, ale tu przecież mowa o „wychodnym”. O tym nie było mowy. Nina nie potrafiła rozstać się, nie tyle ze mną ile z piersią, na dłużej niż dwie godziny. I wiecie co ? Zapragnęłam wyjścia, samej, bez niej… Gdy to poczułam pojawiły się od razu wyrzuty sumienia i myśli, że jestem złą matką, że nie powinnam mieć takich pragnień. Nigdy nawet przez sekundę nie pożałowałam tego, że jestem mamą, co to to nie! Ale wolny wieczór sam na sam z Le, gdzieś poza domem, marzył mi się.

Pierwszy pomysł na wychodne pojawił się gdy nasza córeczka miała 4 miesiące. Zasypiała bez problemu i spała do 1-2 w nocy, wtedy to dopiero budziła się na karmienie. Uznaliśmy, że bez problemu możemy wybrać się na koncert Comy. Na krótko przed wydarzeniem Nina całkowicie zmieniła swój rytm nocny, jakby przeczuwając, że rodzice maja plany na wyjście z domu. Co prawda nadal pięknie zasypiała sama, ale pierwsza pobudka była już po godzinie snu, kolejna po 2-3 godzinach… i tak do rana. O wyjściu nie było mowy. Przyjazd babci w ramach pozostania z wnuczką na czas wychodnego rodziców został odwołany. Kolejna okazja długo nie pojawiała się, ponieważ Nina nie zmieniła już swoich przyzwyczajeń i częste pobudki trwały bardzo długo.
W końcu ten upragniony dzień nadszedł! Le sam zauważył, że skoro Nina od jakiegoś czasu znów tak pięknie śpi, to należy to wykorzystać i już czas na zasłużone wyjście do ludzi. Prezent z okazji Dnia Kobiet w postaci biletu na koncert, tym razem zespołu Lao Che, był strzałem w dziesiątkę. Tego dnia od samego rana czułam się niesamowicie podekscytowana, szykowałam się długo, jak za starych czasów. Brakowało mi tego. Nawet poczułam się dziwnie, bo nie miałam oporów zostawić Niny z babcią. Często słyszałam jak inne mamy mówią, że nie potrafią , wręcz nie mogą rozstać się ze swoim dzieckiem nawet na moment, że nie są w stanie wyjść bez niego i dobrze się bawić, że takie próby kończyły się szybkim powrotem do domu. A ja tego nie czułam…  przeciwnie cieszyłam się. Byłam ciekawa swojej reakcji, tego czy coś we mnie się zmieni, czy coś pęknie gdy zamknę za sobą drzwi… ale nie pękło.
Wieczór był cudowny, bawiłam się świetnie, a koncert był istnym szaleństwem matki tęskniącej za bywaniem na koncertach, pozbawionej wyrzutów sumienia no bo i po co, i z jakiego powodu miałam je mieć? Moje dziecko spało w swoim łóżeczku, pod ciepła kołderką, a jego snu pilnowała babcia, która w razie konieczności zadzwoniła by po nas. Nie przeczę, zerkałam na telefon, ale czułam wewnętrzny spokój.
Kiedy wróciliśmy Nina nadal spała i nawet przez moment nie odczuła naszego braku. Weekend pod hasłem „wychodne matki” trwał nadal, bo drugiego dnia też czekała nas super zabawa – koncert uwielbianej Julii Marcell. Tym bardziej wyczekany bo kilka miesięcy wcześniej nie mogliśmy na niego pójść, a ponieważ nowa płyta jest genialna żałowaliśmy, że nas ominie. Jaka radość była gdy okazało się, że Julia wraca do Poznania z kolejnym koncertem. Ten dzień jednak nie był już taki sam jak poprzedni… Tego dnia okazało się, że trzy dziwne krostki z soboty to ospa, która w niedzielę ujawniła się pod postacią kolejnych wyprysków.
Cały poprzedni dzień i zbliżający się wieczór nie były już taką radością jak jeszcze chwilę temu. Poszliśmy na koncert Julii bo Nina czułą się dobrze, kilka krostek i brak gorączki. Mimo to moje myśli biegły co chwilę do niej. Nie potrafiłam skupić się pomimo świetnego występu Julii. Oboje z Le martwiliśmy się. W przerwie pomiędzy suportem a koncertem bawiliśmy się w nienaśladowanie min. Jedno z nas pokazywało, a drugie odgadywało czyja to mina. Oczywiście każda to była mina Niny, która jest mistrzem robienia najlepszych grymasów twarzy. Śmialiśmy się, że znamy ich tak wiele. Gdy miny się skończyły włączaliśmy sobie filmiki w telefonach z Niną w roli głównej. Tego wieczoru częściej już spoglądałam na telefon, ale nie dzwonił. I tym razem Nina nie odczula naszego wyjścia śpiąc spokojnie.
Moje pierwsze wychodne pozostanie na zawsze w pamięci, głownie dlatego, że zakończyło się ospą Niny. Ale też dlatego, że dowiedziałam się o sobie czegoś nowego. Wiem, że potrafię ją zostawić pod opieką kogoś innego i nie panikować. Wiem też, że to nic złego, że mimo to jestem dobrą matką bo daję jej i sobie trochę wolności, co myślę nam obu wyjdzie na dobre. Nie chcę być nadopiekuńczą matką, która będzie ograniczać jej swobodę, która uzależni ją od siebie. Wiem też, że nie ma nic ważniejszego niż ona, niż jej zdrowie i poczucie bezpieczeństwa, a moja obecność przy niej to priorytet. Poświęcę dla niej wszystko nawet jeśli miałoby to się wiązać z brakiem wolnego wieczoru przez najbliższe kolejne, kilka miesięcy- nie ma to absolutnie żadnego znaczenia! Nie żałuję! Jestem mamą, która uwielbia wolne wieczory ze swoim partnerem, ale ponad wszystko kocha czas spędzony w trójkę.

Written by Anna
  • To jest po prostu zdrowe podejście. Życzę Wam tych wychodnych odpowiednio dużo, by mogliście się nacieszyć sobą we dwoje, a nawet zatęsknić za byciem we trójkę. Ja wciąż czuję ogromny niedosyt tych chwil we dwoje, ale póki co sytuacja jest jaka jest, co nie znaczy że nie udało nam się w ciągu tych trzech lat wyjść kilka razy do kina, a nawet też dwa razy na nocną posiadowe ze znajomymi! 🙂

    • Cieszę się, że tak uważasz 🙂 Oby tych chwil było więcej. Wszystko zależy od babci czy zechce do nas częściej przyjeżdżać 😉 Nocna zabawa jeszcze przed nami, jestem ciekawa jak wtedy dam radę 😉
      Wam również życzę więcej chwil we dwoje!

  • Super. Nasze wychodne ogranicza się czasem do krótkiego wyjazdu do miasta. Na noc bałabym się go zostawić, choć marzy mi się 24 godzinny urlop od Kuby

    • Wolny wieczór poza domem jeszcze Wam się nie przydarzył? To musicie koniecznie spróbować – świetny test dla rodziców 😉 Teraz jesteśmy przed kolejnym krokiem… pozostawienie Niny na noc! Ale to chyba prędko nie nastąpi 😉

  • Ja pierwsze dłuższe wyjście miałam jak rozszerzyłam dietę. Bo nie jadła tylko piersi więc mogłam ruszyć np.w miasto 🙂
    Obaw pozostawienia z dziadkami nie miałam chociaż jak zostawialam syna z nimi to non stop myślałam, zerkałam na telefon czy nawet dzwoniłam. Z córką już inaczej postępuje:-D

    • No właśnie u nas póki był tylko cyc to już w ogóle nie było szans. Potem w sumie rozszerzyliśmy dietę, ale przez jakiś czas to nic nie dało, bo moja córka nie chciała jeść ani pić z butelki od nikogo poza mną 🙂 Taka zżyta z mamusią 😉 Dopiero od niedawna akceptuje posiłki podawane przez tatę i babcię.

  • Jakbym samą siebie czytała. Też pierwsze wyjście było dla mnie dość stresujące, ale całkiem przyjemne. Miło jest od czasu do czasu wyskoczyć, ale jak dziecko jest chore choćby święty turecki je pilnował myśli mamy zawsze będą biegły do dziecka. Doskonale to rozumiem i też najbardziej kocham czas spędzony w trójeczkę 🙂
    U nas pobudki są o 22 czasem uda się skoczyć na kolację 🙂 ale zwykłe uwalenie się na kanapie, przytulenie i obejrzenie wspólnie dobrego kina też jest cudowne 🙂

    Pozdrawiam

    • Chyba coraz więcej mam ma odwagę mówić otwarcie, że marzy im się wolny wieczór. Mam wrażenie, że kiedyś nie wolno było im tak myśleć i czuć, a co dopiero gdzieś wyjść!
      Życzę częstszych wyjść i oby maluch zmienił rytm nocny i przesunął pobudkę na późniejszą godzinę 🙂

  • Jezu, ja Florka pierwszy raz zostawiłam jak miał 6 mscy i zdawało mi się, że jestem wyrodną matką 🙂 Mila ma właśnie 6 tygodni, a ja już kombinuję, jakby ją gdzieś upchnąć, żeby mieć wychodne hahaaha

    • Otóż to. Przy drugim dziecku również nie będę tak długo czekać na samotne wyjście 🙂

    • Hahaha! Widzę, że przy drugim dziecku u większości mam łatwiej przychodzi pozostawienie malucha 🙂 Właśnie my mamy często, zdecydowanie za często zad4ręczmay się myślami czy aby na pewno nie jesteśmy wyrodne 😉
      A tak przy okazji, Twoje dzieci mają piękne imiona!

  • Ja też bardzo dobrze pamiętam moje pierwsze wychodne. Matylda miała wtedy niecałe 6 miesięcy. I też odczuwam to wydarzenie jako przełomowe. Nic we mnie nie pękło, nie siedziałam z nosem w komórce, nie dzwoniłam co 10 minut do domu (choć obawiałam się, że tak może być). Zrozumiałam nawet, że było mi to bardzo potrzebne. Dla higieny psychicznej. W naszym miejscu zamieszkania nie mamy rodziny, nad czym bardzo ubolewamy. Ale jak tylko dziadkowie przyjeżdżają, bądź my ich odwiedzamy, korzystamy z wychodnych bez najmniejszych skrupułów 🙂

    • Ja też byłam ciekawa swojej reakcji i cieszę się, że byłam taka dzielna, nawet jestem z siebie dumna! 😉
      Mam tak samo jak Ty… Niestety cała rodzina mieszka daleko od nas. Najbliższa babcia oddalona jest o jakieś 150 km.

  • Ja jeszcze wychodnego nie miałam a wiem, że go potrzebuje. Ale nie potrafię się rozstać z córką 🙁
    Naslonecznej.blogspot.com

    • Musisz spróbować 🙂 Koniecznie! Taki reset dobrze robi.

  • Takie wychodne jest potrzebne każdej mamie. Trzeba się czasem oderwać od domu, dzieci – choć tak całkiem to się nie da jednak. 😉

    • To prawda, całkiem to się nie da. To już nie to samo co kiedyś, nie ma opcji aby nie pomyśleć o dziecku. To zmiana na całe życie. Bo chyba nawet wtedy gdy te nasze dzieci dorosną to i tak wszystko będziemy robić z myślą o nich, podczas gdy one będą tak beztrosko sobie żyć jak my kiedyś…. 😉

  • Cieszy mnie to, że się wyrwałaś, rozerwałaś, pobujałaś 🙂 oby więcej takich dobrych chwil… Szkoda tylko, że Ninka Ci sie rozchorowała – paskudna ospa!!

    • Tak, dobrze, że się udało przed tą ospą bo wykańcza mnie ona psychicznie…. Tak mi tej mojej Ninusi szkoda! Ech… walczymy dalej 🙂

    • Twoja Nina jest dzielna! A dziś udowodniła nawet jak bardzo 🙂

    • Jest dzielniejsza ode mnie. Mogę się od niej uczyć 🙂

  • wiesz ze Cie uwielbiam 🙂 za takie normalne podejscie 🙂 mozna kochac ponad zycie swoje dziecko a i tak potrzebowac czasami przerwy. ja tez nie widze nic złego w tym, żeby zostawić dziecko z tata lub babcia i samej zrobic sobie wolne 🙂 i nie na załatwianie spraw i zakupy do lodówki tylko na typowe wolne 🙂 z sukienką szpilkami i torebką 🙂 buziaki dla Was

    • Właśnie! Takie prawdziwe wyjście! I nie ma w tym nic złego, że tego pragniemy. Wyżej właśnie też o tym pisałam, że chyba kiedyś mamy nie miały na to przyzwolenia. Ich obowiązkiem było siedzieć w domu z dzieckiem, nie miały prawa poczuć tego o czym my mówimy głośno. Nie mogły tego czuć mówić o tym a co dopiero wyjść. Jak dobrze, że się zmieniamy.
      P.s. I ja uwielbiam Ciebie :*

  • Oli "za chwilę" będzie miał półtorej roku a ja o takim wyjściu mogę tylko pomarzyć. 🙁

    • Ojej naprawdę? 🙁 Dlaczego?

    • Bo nie ma komu z nim zostać i niestety nie będzie. 🙁

    • To przykro mi 🙁 My do najbliższej babci mamy 150km , ale na szczęście babcia ma ochotę przyjeżdżać do nas od czasu do czasu.

    • My obie babcie mamy w tym samym mieście a i tak niczego to nie zmienia. :/

    • Naprawdę? Hmmm… to faktycznie trudna sprawa…

  • My takie nocne wyjście mieliśmy przed świętami i było super, mały też tego zbytnio nie odczuł bo bardzo lubi kiedy ciocia do niego przychodzi. Do cioci jest przyzwyczajony bo przynajmniej raz w tygodniu zabiera go na spacerek.

    • Zazdroszczę takiej cioci! Nie zechciałbyś mi je użyczyć? 😉 Przydałaby mi się. Fajnie się macie, może i nam niedługo uda się wyjść na nocne szaleństwo 🙂

  • Pamiętam swoje pierwsze wyjście 🙂 a jaka radość.
    Świetnie, że dobrze się bawiłaś
    ps. dużo zdrówka dla córci i brawa za piękne siedzenie 🙂

    • Dziękuję bardzo! :* Jakie to miłe, że jesteście ze mną 🙂 Naprawdę mnie jako matce, choć wiem, że trzeba to przejść pęka serce gdy widzę jak mój maluch cierpi 🙁 Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.

  • To super, że pierwsze wychodne można zaliczyć do udanych 🙂 Ja wyszłam pierwszy raz jak córcia miała 5miesięcy, ale średnio ten wypad wspominam. Zdrówka dla Niny 🙂

    • No tak udane, szkoda tylko, że zakończone chorobą Niny. A dlaczego Twoje wychodne średnio się udało?
      Dziękuję za życzenia zdrowia dla Niny 🙂

    • Bo widocznie było dla mnie za wcześnie, bo patrzałam non stop na telefon nie umiałam się za bardzo bawić. Dziś byłoby już lepiej tylko teraz to córka boi się obcych także nic z tego 🙂

    • Rozumiem już. No tak bywa… nie jest łatwo, nie każda mam ze wszystkim radzi sobie tak samo. Uczucia, emocje i psychika mamy to istne szaleństwo. Ja przynajmniej tak mam 😉 Nic sie nie przejmuj wsyztsko w swoim czasie 🙂

  • My przegapiliśmy ten moment, kiedy to właśnie potrafiła sobie spać od 20 do 1/2. Teraz dawno to już minęło i tak jak piszesz budzi się nam co 2h czasem 3h ale zdarza się i co 1h, więc ciężko cokolwiek zaplanować i jedyne czego chce to piersi. Nawet tacie ciężko jest ją uspokoić wtedy. W ciągu dnia wytrzyma max 2,5h pomiędzy jedzeniem. Także na nasze wychodne to jeszcze czekamy 🙂 Ale przychodzi już wiosna a z nią możliwość dalszych spacerów, bo karmić można już w razie czego nawet na zewnątrz, więc nie narzekam 🙂 Kiedyś przyjdzie dobry moment. /Justyna.

    • Widzę, że identycznie u nas było. Najpierw był czas, że pięknie sapała a potem pobudki co godzinę lub dwie. Na szczęście od kiedy rozszerzyliśmy dietę i dodatkowo wprowadziłam mleko modyfikowane, znaczenie lepiej śpi i sytuacja się poprawiła 🙂 U Was pewnie za niedługo tez eis to odmieni i wtedy pojawi się okazja 🙂