Czy któraś z mam po długich i bezowocnych staraniach o zajście w ciążę, usłyszała kiedyś radę „wyjedźcie na wakacje to na pewno się uda”? Jestem pewna, że tak 🙂 My chwytaliśmy się wszystkiego więc postanowiliśmy, że dobre wakacje nie zaszkodzą. Nie jesteśmy fanami biur podróży bo to i mniej atrakcji i więcej kosztuje.

Od czego zaczęliśmy?
Najpierw oczywiście weszliśmy na stronę tanich linii lotniczych aby poszukać inspiracji w kierunkach jakie mają do zaoferowania. Hiszpania! O tak! A nawet „si”! Ale które lotnisko wybrać? Jaką część Hiszpanii? Długo się nie wahaliśmy, wybór padł na Malagę. No to bilety były zakupione, ale dobrze było by jeszcze mieć gdzie spać… Z tym jak się okazało też nie było problemu. Znalazłam stronę gdzie można rezerwować hotele na całym świecie, wyszukałam Malagę i przy pomocy mapki zamieszczonej na stronie wybrałam hotel, który był i blisko centrum, i niedaleko lotniska.Wylot z Wrocławia mieliśmy w Poniedziałek Wielkanocny. Pamiętam to dokładnie, to było w kwietniu 2013, wyjątkowe święta Wielkanocne bo zasypane śniegiem. W ogródkach stały ulepione ze śniegu zające 🙂 Przyjemnie jechało się pomimo trudności, nocą po zasypanej śniegiem drodze z myślą, że za kilka godzin przywita nas słońce i +25 stopni.
Lot trwał krótko a wyobrażenia nas nie zawiodły. Od razu rozebraliśmy się do krótkiego rękawa i po odebraniu bagaży wyruszyliśmy w nieznanym nam kierunku czyli przed siebie. Przy wyjściu z lotniska stał akurat autobus, więc postanowiliśmy do niego wsiąść. Le zapytał kierowcy o hotel Alameda na co usłyszeliśmy „si, si”, no to jak si to si 🙂 Po około 15-20 minutach pan kierowca zatrzymując się zawołał nas i machając ręką pokazał napis „Alameda”. Cudownie, jak szybko i bez problemu 🙂
Pokój był uroczy. Nie za duży ale ładnie i prosto urządzony a co nas bardzo ucieszyło miała taras!  A z niego widok po jednej stronie na Alcazabe a po drugiej na port. Żyć nie umierać!Całymi dniami byliśmy poza hotelem. Wyruszaliśmy z pokoju rano a wracaliśmy późnym wieczorem. Celowo rezerwując pokój nie wybraliśmy posiłków, chcieliśmy chłonąć klimat Hiszpanii jak tylko się dało. A gdzie najlepiej go poczuć? W miejscach typowych dla Hiszpanów. Codziennie w innym miejscu razem z nimi jadaliśmy śniadania i obiady, a na kolację kupowaliśmy różnego rodzaju specjały hiszpańskie do tego oczywiście również hiszpańskie wino, i zasiadaliśmy przy stoliku na hotelowym tarasie.Zwiedziliśmy nie tylko całą Malagę, ale też Granadę i Alhambrę, która znajduje się właśnie w Granadzie – uznawana nieoficjalnie za jeden z cudów świata, oraz co
było moim marzeniem – Gibraltar!Na Gibraltar dotarliśmy w prosty sposób. Pobudka 5 rano, spacer przez Malagę na dworzec autobusowy i już 🙂 No może nie już bo trochę się jechało ale jakie widoki! I ile dzięki temu dodatkowo zobaczyliśmy. Każdy z innego powodu chce zwiedzić Gibraltar. A z jakiego ja chciałam się tam dostać? No oczywiście dlatego, że to miejsce w którym małpy żyją na wolności 🙂 Ledwie wyszłam z autobusu a ja już ich wypatrywałam, pomimo, że jeszcze byłam w Hiszpanii, a na Gibraltar trzeba było przejść na pieszo jakieś 15 minut. Ale w końcu małpy znalazłam, a raczej one mnie. Bo kiedy ustawiłam się do zdjęcia na tle Afryki jedna pojawiła się nagle za moimi plecami. Oczywiście nie byłam niczego świadoma. Na polecenie Le delikatnie się odwróciłam i zaparło mi dech. Myślałam, że te małpki są małe… a ta na pewno do małych nie należała… I tak od tej chwili małpy towarzyszyły nam na każdym kroku. Na Gibraltarze spędziliśmy cały dzień i wieczorem wracaliśmy do Hotelu w Maladze.

To były najpiękniejsze wakacje w moim życiu. Uwielbiam wyjazdy z Le bo on tak samo jak ja kocha zwiedzać. Nie jesteśmy fanami wakacji w basenie przy hotelu. Dla nas takie wyjazdy to nuda a my wolimy atrakcje, przygody i nieznane. A najwięcej ich kiedy właśnie można samemu sobie zorganizować cały wyjazd co polecam każdemu! Od tej pory kochamy wszystko co hiszpańskie. Mieszkamy w białym domku, wyrwanym niczym z krajobrazu Hiszpanii ;), Nina jeździ wózkiem hiszpańskiej produkcji, ja i Le zakochaliśmy się w hiszpańskich markach takich jak Desigual czy Art 🙂 A słowo „si” weszło do naszego słownika na stałe i polskiego „tak” nie używamy już wcale.
Czy wyprawa do Hiszpanii poprawiła naszą płodność? No oczywiście, że nie 😉 Po powrocie do domu tak zmiana klimatu fantastycznie zadziałała na mój cykl, że okres dostałam po 20 dniach 🙂 Ale co zobaczyliśmy i wypoczęliśmy to nasze! Następna wyprawa odbędzie już z Niną i nie mogę się jej doczekać!

Alcazaba w Maladze
Jeszcze w Hiszpanii, ale Gibraltar widoczny już w tle

 

Tutaj już zaprzyjaźnione wędrujemy dalej 🙂
Ja i przerażenie w oczach na widok „małej” małpki 😉
Cmentarz na Gibraltarze

 

To nic, że za mną Alhambra. Ja zobaczyłam psa siedzącego na murku i to z nim chciałam mieć zdjęcie 😉
Happy End 🙂
Written by Anna
  • Oj tam, u Nas wypad w góry pomógł 🙂

  • Oj tam, u Nas wypad w góry pomógł 🙂

    • No na to liczyłam, że odezwie się jakaś mam której wyjazd pomógł! 😉 Cieszę się 🙂 Mnie mocno poprzestawiał i skrócił cykl na kilka kolejnych miesięcy. No chyba, że był przypadek…

  • U mnie było trochę odwrotnie, bo najpierw wyjechaliśmy na wakacje z myślą o tym, że tam rozpoczniemy starania o dziecko. No i przywieźliśmy sobie "pamiątkę" 😉 Ale czy pomogły w tym wakacje czy nie to nie wiem. Pewnie tak, bo wakacje, słońce, jeszcze brak stresu no bo dopiero zaczynamy… /Justyna.

    • Zazdroszczę! Czyli można 🙂 W naszym akurat wypadku podróż dookoła świata nawet by nam nie pomogła 😉