20150810_182302

Sprawiedliwość – nie ma jej, nie było i nie będzie… Ja wiem, że jedyne co mogę zrobić to ponarzekać… Może chociaż w ten sposób sobie ulżę? Jestem pewna, że są wśród Was takie, które przyłączą się do mojego protestu 😉

Młoda para stara się o dziecko. Jeśli mają szczęście udaje się od razu, jeśli nie to przed nimi droga do szczęścia, która wiele wymaga od przyszłych rodziców. No, ale tak szczerze… od kogo więcej? Tak! Od matki! To ona w pierwszej kolejności przechodzi szereg badań, to ją czeka mnóstwo wizyt, a i często różnego rodzaju zabiegów. Wszystko to jest mało przyjemne, a do tego stresujące i bardzo męczące. I gdzie tu sprawiedliwość ?

Przychodzi czas, że udaje się! Są dwie kreski! No i teraz to dopiero się zaczyna… 9 miesięcy ciąży (niesprawiedliwości)! O ile wszystko jest w porządku to pół biedy, a co gdy ciąża jest zagrożona i trzeba leżeć? No to leżymy. Praca, dom, rodzina, życie intymne… wszystko schodzi na dalszy plan. I znowu stres, badania, badania i jeszcze raz badania. Nawet gdy ciąża przebiega prawidłowo to i tak lekarz prowadzący ciążę widzi nas, rozbierającą się, częściej niż nasz partner. To niesprawiedliwe!

Mdłości, rozstępy, wypadające włosy, dodatkowe kilogramy, brzuch który przysłania nam wszystko, skurcze, napinający się brzuch, kopniaki od środka, opuchnięte stopy, problemy z cerą, ograniczona dieta, zakaz spożywania alkoholu… Jeszcze żeby tak nasz partner ulżył nam jednocząc się w tych trudach…. ale gdzie tam! Jest wieczór. Wspólnie zasiadacie przed telewizor by obejrzeć film, Ty wystawiasz mu pod nos stopy z nadzieją, że zrobi Ci masaż jak za starych dobrych lat i nawet się nie obejrzysz jak usłyszysz dźwięk otwierającego się piwa i odgłos zjadanych chipsów. Spoglądasz w jego kierunku oczami kota ze Shreka i co słysz? „Nie możesz. Jesteś w ciąży”. No kuźwa dobrze, że przypomniał! I kto musi znosić te trudy? Matka! To ma być sprawiedliwość?

Dochodzimy do porodu… Tak, tak ja wiem, że są tacy ojcowie którzy decydują się być z nami w tym niezwykłym, ale i trudnym momencie. Trzymają za rękę i pozwalają obrzucać się wyzwiskami. To dla nas jednak za mało! Nie dość, że nie czują bólu to mało tego, prosto z porodówki biegną do pubu, do kumpli i świetnie się bawią do rana opijając nowo narodzone dziecko. A my matki? Do rana chodzimy… dobre sobie… próbujemy chodzić krokiem przypominającym krok świeżo upieczonego jeźdźcy konnego, po nieprzespanej nocy, w za dużej koszuli z podkrążonymi oczami, do tego wykańcza nas laktacja, cycki bolą, brzuch boli, macica boli, łeb pęka, dziecko płacze… Tracisz poczucie realności, nie wiesz czy jest dzień czy noc i jedyne nad czym się skupiasz to żeby nie pomylić i nakarmić własne dziecko, a nie koleżanki z łóżka obok. A ten Ci dzwoni i mówi jak to źle się czuje bo ma kaca… Albo przychodzi w odwiedziny rozgląda się po pokoju i z zachwytem mówi: „No! Jak w hotelu tu macie!”, a potem siada na krześle i zasypia…. bo jak twierdzi „tutaj panuje taka atmosfera, że od razu chce się spać”. Mało tego, po 3 dniach na sucharach i wodzie dostajesz  pierwszy szpitalny obiad, a ten Ci go wyje z talerza z okrzykiem radości „Ja! Ale masz fajnie! Obiad jak na koloniach! Będziesz go jeść?” No to już nawet nie jest brak sprawiedliwości, to są żarty!

A potem to już niby z górki no nie? Tylko dom, dzieci, wiecznie niekończące się sprzątanie, pranie, ząbkowanie, wciąż nieprzespane noce, krzyki, płacze, obiady, kupy, zakupy… Jednym słowem URLOP macierzyński czyli tzw. niesprawiedliwość, bo przecież nasi biedni faceci muszą iść do pracy, a my możemy siedzieć sobie w domu. „Siedzieć w domu”… dobre sobie. Ja bym powiedziała , że niesprawiedliwość jest, ale po naszej stronie! Może zamieńmy się i niech oni „sobie siedzą” w domu, co nie? Jeszcze niech chodzą w ciąży i rodzą dzieci. My matki wiemy czym by to się skończyło – wyginięciem ludzkości 😉

A wiecie co jest najgorsze? Co jest największą niesprawiedliwością? Cały trud jaki wkładamy od samego początku, od starań o ciąże, badań, samej ciąży, poprzez poród i wychowanie dziecka do pierwszego słowa gdy pada…: „tata”. Pomyślałam sobie, to musi być przypadek! Ale gdy „tata” zaczęło być powtarzane całymi dniami na widok taty jak i mamy załamałam się… Mówię sobie „drugie słowo to będzie mama”. Aha… akurat! Nina zaczęła mówić „tato”. Nie zdziwię się jak odmieni słowo „tata” przez wszystkie przypadki, a na „mamę” wciąż będę czekać :/ Sprawiedliwości nie było nie ma i nie będzie! A na koniec żeby Cię jeszcze dobić usłyszysz: „Nie no cały tata z niej/ z niego!”

**********

Inspiracją do dzisiejszego wpisu była autorka bloga MamaDa

W każdy poniedziałek pojawi się post , którego inspiracją możecie być Wy. Wystarczy, że podrzucicie mi słowo klucz. Dzisiejszym było hasło „sprawiedliwość”. Szczegóły na profilu fanpage Pudełko Mamy (klik). Zapraszam!

Written by Anna
  • Boskie. Uśmiałam się 🙂 Swoją drogą mój mąż rzeczywiscie zaypiał na szpitalnym krześle jak przychodził w odwiedziny 😀

    • Mój to samo! Te teksty to jego haha 😀 Rozbrajał mnie tym… I obiad też mi podjadał 😀

    • A nie rodziłaś przypadkiem na Polnej? Może tam faktycznie panuje taka senna atmosfera ? 😉

      • Trafiłaś w dziesiątkę 🙂 Może oni tam jakiś gaz rozpylają 😀

  • Oj wyładowałaś się pięknie :-). Najgorsze jest to, że jak ja słyszę tekst typu: ty masz dobrego męża, bo on Ci pomaga! Ale jakie pomaga? To co, ja mam dziecko a on mi pomaga? Taka to właśnie sprawiedliwość.

    Oj udał ci się ten post, udał :-). No i weź tu przestań pisać, no masz zakaz ode mnie!

    • Hahaha 😀 O wow pomaga? No to nagrodę mu trzeba dać 😀 Takie to myślenie jest… Nie ma oj nie ma sprawiedliwości 😉

    • A no i zakaz przyjęty do wiadomości! Tak jest! Będę pisać! :*

  • hehe 🙂 Niestety sprawiedliwości nie da się tu doszukać… ale trudno takie nasze powołanie hehe, faktem jest że chłopy są bardzo słabe i nie dali by rady… po prostu ty wymiękli … zarówno w ciąży jak i po porodzie a o wychowaniu już nie ma co pisać, choć podobno są tacy ojcowie którzy się tym zajmują… choć osobiście nie znam takiego 🙂

    • Taka prawda co robić… Możemy jedynie być dumne same z siebie , że dzięki nam świat jeszcze istnieje 😀

  • Marcelina Domańska

    Ja akurat bardzo dobrze wspominam ciążę, dni po porodzie były wspaniałe takie inne we trójkę:) Tata nie pił bo składał łóżeczko, po które wcześniej musiał pojechać i było mnóstwo spraw do załatwienia. Nie mówię problemy z laktacja były, nie przespane noce owszem, ale takie życie pragnelam i nie wyobrażam sobie zęby było inaczej.

    • To tekst z przymrużeniem oka 😉 Taki wiesz… z poczuciem humoru miał być 😉
      Moja ciąża też była cudowna, jakieś dolegliwości małe się pojawiały, ale nigdy nie narzekałam. Mało tego… nie narzekałam nawet po porodzie. Każdy jeden dzień spędzony z rodziną jest dla nas wyjątkowy 🙂

      • Marcelina Domańska

        A chyba, że tak :)))))

  • haha i w tym wszystkim odwiedzający nas ludzie i pytania do tatusia, jak daje radę, czy aby nie jest za bardzo zmęczony, bo on biedny do pracy musi iść. 🙂