Już dawno chciałam Wam napisać dokończenie historii posta, który do niedawna zajmował silne pierwsze miejsce jako najbardziej popularny post na blogu. Przyjaciółka z ogłoszenia stała się dla wielu z Was bardzo bliska. Podzieliłyście się ze mną swoimi historiami, tak podobnymi do mojej. Zdziwiło mnie to jak wiele z Was czuje to co ja, jak wiele z Wasi pragnie takiej bliskiej osoby i szuka jej tak samo jak ja. Okazało się, że prawdziwa przyjaźń zdarza się rzadko, czujemy się samotne i spragnione wspólnej kawy, plotek, wyjścia na zakupy do kina, na koncert.  Tak jak ja macie też taką bliską osobę, bliską sercu, niestety oddaloną o wiele kilometrów.
Napisałam Wam wtedy:  

„I chociaż jej nie ma to tęsknię za nią, za taką, która ma to wszystko w
sobie. Zainteresowania, poczucie humoru takie jak moje, emocje,
szaleństwo, dobroć. Nie ma jej, ale kiedyś była. Dokładnie taka. Z
jakiegoś powodu straciłam ją. To jak po zranionej miłości szukać w innym
mężczyźnie tego poprzedniego, tak chyba ja mam z poszukiwaniem
przyjaźni. Żadna nie jest taka jakbym chciała.”

W odpowiedzi dostałam od Was mnóstwo komentarzy. Czytając je bardzo się wzruszyłam. Żaden wcześniejszy wpis ani żaden późniejszy
nie zebrał takiej ilości Waszych wypowiedzi. W wielu życzyłyście mi znalezienia tej przyjaźni, trzymając kciuki za powodzenie. Pojawiły się też takie w których pisałyście o tym, że być może ona jest gdzieś blisko…

„może jest blisko??? jak nie to się przeprowadzę ;)”

„Pudełeczko Moja Droga, nie smuć się! Musisz mieć cały czas otwarte
serducho, a przyjdzie ta jedyna ;-). A może już jest blisko Ciebie,
tylko musisz szerzej otworzyć oczy…”

Zwykły dzień. Taki sam jak wszystkie. Jak co dzień zabawa z Niną i dźwięk telefonu sygnalizujący wiadomość. Zupełnie nie spodziewając się niczego, chwyciłam go i kiedy zobaczyłam  wiadomość…. zamarłam. Oddech mi przyspieszył ręce zaczęły się trząść, a do oczu napłynęły mi łzy. Nie wierzyłam!
Pamiętam czasy gdy byłyśmy nierozłączne. O naszych wyczynach można by było napisać niejedną książkę. Widziałyśmy się każdego dnia, a mimo to pisałyśmy do siebie listy. Miałyśmy zamiłowanie do tej samej muzyku, bywało, że podobali nam się Ci sami chłopcy. Myślałyśmy ta samo i tak samo czułyśmy, ale nie byłyśmy identyczne. Znakomicie się uzupełniałyśmy.
Wariactwo! Tak można opisać jednym słowem czasy tej przyjaźń. Zaczęłyśmy dorastać, nasze życie zmieniało się., z każdym rokiem wymagało poważniejszych decyzji życiowych.
Gdy wyprowadziła się wszystko się zmieniło, choć chyba nie to było powodem. Jak wiecie straciłam ją. Od tak… z dnia na dzień. Mijały lata. Wiem jak w ciągu tych lat toczyło się jej życie. Nie mogłam nie wiedzieć – musiałam! Widziałam na zdjęciach jak dorasta jej córka. Pamiętam czas jej pierwszej ciąży. Mam wrażenie, że przeszłyśmy ją całą razem. Wciąż na telefonie i rozmowach online. To był dla niej trudny czas, a ja nie mogłam być blisko fizycznie z racji odległości. Kiedy dowiedziałam się o przyjściu na świat bliźniąt odczułam pustkę i żal, że tym razem nie było mnie, tym razem nie wiedziałam , że jest w ciąży…
Ominęło nas wiele ważnych wydarzeń, zarówno w jej jak i w moim życiu. Nie było jej przy mnie gdy ja byłam w ciąży, choć bardzo chciałam by była.
Życie pokierowało mną tak, że znalazłam się w mieście w którym ona mieszka od kilku lat. Gdy rodziłam w tym samym szpitalu, w którym była ona… nawet wtedy myślałam o niej. Od kiedy zamieszkałam w Poznaniu te myśli dopadały mnie coraz częściej i zadawałam sobie pytanie „czy ona też czuje tak jak ja?”. Nie dawało mi to na tyle spokoju, że zaczęła mi się śnić, że rozmawiamy, że jest tak jak kiedyś… i gdy się budziłam byłam pewna, że udało się spotkać. Niestety… sny mają to do siebie, że rzeczywistość szybko nas dopada, a uśmiech znika. Może wyda Wam się to dziwne albo śmieszne, ale to było dla mnie naprawdę ważne. Pomyślałam nawet , ze to może jakaś telepatia? Że może coś złego się dzieje? Po kilku latach przerwy postanowiłam napisać i zapytać czy wszystko u niej dobrze. Z odpowiedzi dowiedziałam się że tak – i tyle. Na jakiś czas pomogło i przestałam myśleć. Na krótko…
Zwykły dzień. Taki sam jak wszystkie. Jak co dzień zabawa z Niną i dźwięk telefonu sygnalizujący wiadomość. Chwyciłam go i kiedy zobaczyłam  wiadomość…. zamarłam. Oddech
mi przyspieszył ręce zaczęły się trząść, a do oczu napłynęły mi łzy…
Wydawało mi się, że to niemożliwe, że do mnie napisała. Śni mi się? Nie! Nie tym razem!
Miałam nadzieję, że dzięki Pudełku Mamy znajdę przyjaźń. Udało się poznać wiele cudownych mam, z którymi mam kontakt. Niestety wszystkie są rozsypane po całej Polsce. Mimo to każda z tych znajomości jest dla mnie bardzo cenna. Ale nie sądziłam, że dzięki prowadzeniu bloga odnowię kontakt z Anią. No tak… bo my nawet mamy tak samo na imię.  Okazało się, że też pisze bloga, Liczę do Trzech! i przypadkiem trafiła na mojego.
Dziś staram się nie nazywać niczego po imieniu, nie używać wielkich słów, ale to nie jest konieczne. Jesteśmy tu i teraz i to jest najważniejsze. I choć wiele nas ominęło wierzę, że jeszcze wiele przed nami. Okazało się, że to za czym tęskniłam i czego tak bardzo pragnęłam było naprawdę blisko… bliżej niż myślałam 🙂
Ania napisała do mnie na kilka dni przed moimi urodzinami, a spotkałyśmy się po raz pierwszy po kilku latach, wieczorem na poznańskim rynku, dokładnie w dniu moich  urodzin. Nie wiem dlaczego powiedziałam jej wtedy na powitanie „nie poznałabym Cię”. Zawsze bym ją poznała! Nawet po 10, 20 i 50 latach przerwy.
To był da mnie najpiękniejszy prezent jaki mogłam sobie wymarzyć. Rozmawiałyśmy tak jak gdyby od poprzedniego spotkania minęło zaledwie kilka dni.Czasem wystarczy spojrzeć szerzej i uwierzyć w to co wydaje nam się niemożliwe, spróbować zawalczyć, spróbować naprawić. Nawet jeśli się nie uda to niczym przecież nie ryzykujemy. Często okazuje się, że to czego szukamy jest bardzo blisko nas, na wyciągniecie ręki… wystarczy ją tylko wyciągnąć.

 

**********
Inspiracją do dzisiejszego wpisu była czytelniczka Marta Kołodziejska
W
każdy poniedziałek pojawi się post, którego inspiracją możecie być Wy.
Wystarczy, że podrzucicie mi słowo klucz. Dzisiejszym było hasło „blisko„. Szczegóły na profilu fanpage Pudełko Mamy (klik). Zapraszam!
Written by Anna
  • Nawet nie wiesz jak bardzo bliska jest mi ta historia.
    Dziękuję za ten wpis! Pozdrawiam Cię mocno! 🙂

    • Cieszę się Marta! A ja Ci dziękuję za to , że tak trafiłaś z tym słowem i natchnęłaś mnie do napisania tego tekstu :*

  • Ludzie to dziwne istoty. Są tak blisko, tak bardzo potrzebują swojej bliskości a stają się tak odległe. Urażone? Skrzywdzone? Rzeczy niedopowiedziane? Sprawy niewyjaśnione? Czy to wszystko jest warte tych lat? Nie, nie jest! Chciałabym aby dla każdego ten wpis był inspiracją do tego aby chwycić za telefon i zadzwonić do swojej bliskiej a zgubionej gdzieś po drodze życia osoby. Nie warto czekać! Dziękuję Ci Misior! 😉

    • Tak …. jakieś niezrozumienie i poddanie się… Nie warto czekać i tracić czasu. A ja dziękuję Tobie Michu – Michigan :*

  • A wystarczyło się baczniej rozejrzeć! Pudełeczko kochane moje cieszę się, że znowu masz kogoś z kim będziesz mogła plotkować całe dnie, wyżalić się na męża i pójść w tany na całą noc! :-). A ponieważ także śledzę "Liczę do trzech", to przy najbliższej okazji, kiedy będę w Poznaniu idziemy we trzy na kawę! Tak narzucę się Wam, bez dyskusji 😀

    • Widzisz Ei, Twoje słowa z poprzedniego komentarza były prorocze! dziękuję :* I kto wie? Do zobaczenia?! 🙂

  • Wspaniale jest mieć przyjaciela. Niestety nie jest mi dane taką osobę mieć.

    • Życzę Ci aby to się zmieniło! :*

  • I co mogę powiedzieć? Blogowanie nie jeden plus, prawda? 😉

    Czasami nawet Ci, którzy są fizycznie daleko są blisko naszemu sercu. I nie zmieni tego rok, dwa, czy kilka lat bez kontaktów. Spotykacie się i… wydaje się że nie było żadnej przerwy w kontakcie, żadnych rozdzielających Was kilometrów. Nic się nie zmieniło… TO PIĘKNE! TO JEST PRZYJAŹŃ… ona nie umiera! 🙂

    • Oj niejeden plus jak wiemy 😉
      Masz rację! Na wszelki wypadek życzyłabym sobie więcej nie sprawdzać jak to jest nie miec kontaktu przez kilka lat 🙂

  • Zawsze twierdziłam, że świat jest mały. U mnie podobnie – też z jedną psiapsiółą chodziłyśmy do klasy i w gimnazjum pisałyśmy jeszcze listy, które mam do dziś. W tym roku odnowiłyśmy znajomość po 10 latach! Nasi synowie mają takie same imiona 🙂 A u Was… niesamowite jest też to, że obie jesteście blogerkami (!) i do obu zaglądam 🙂

    • Tak… to zaskakujące jak mały!
      Po 10 latach!? To niezła przerwa. Cieszę sie razem z Tobą, bo to musiało byc dla Was niesamowite przeżycie 🙂

  • strasznie się cieszę Aniu kochana!!!! niesamowite!! brawo nie masz pojecia jaka radoche czuje ze jestes szczesliwa i sie Wam udało 🙂 ja nigdy nie doswiadczyłam takich uczuć bo przyjaciółek naprawde wiernych i zaufanych mam 3 blisko i 3 daleko. nie wiem jak to jest byc samej. dla mnie dziewczyny są jak rodzona. bez nich byłoby smutno. dlatego tym bardziej cieszę się, że się odnalazłyście. że los znów Was postawił na jednej drodze. to takie cholernie wazne. by oprocz meża i dziecka miec tez przyjaciółkę.

    • Dziękuję Agnieszka 🙂 To miłe 🙂 Tak my kobiety juz tak mamy, że do szczęścia potrzebna jest nam przyjaźń 🙂 Ty to szczęściara jesteś! Mieć ich tyle?! 🙂

  • Dzień dobry, trafiłam tu po raz pierwszy, lecz od razu trafiłam na post bliski sercu. Czasem mam wrażenie, że kobiety nie potrafią się ze sobą przyjaźnić, i miło jest obserwować, że to nieprawda 🙂 Obyście miały dla siebie jak najwięcej czasu!

    • Witaj Alicja 🙂 Bardzo mi miło! Przyjaźnie sa trudne to fakt… bo my kobiety jesteśmy skomplikowane i niesamowicie wrażliwe. U facetów wygląda to zupełnie inaczej bo nie wkładają w to tyle emocji.
      Dziękuję! :* Też życzyłabym sobie tego abyśmy miały dla siebie dużo czasu i by sytuacja sprzed kilku lat nie powtórzyła się.

  • mi się tak nie udało… Latami pisałyśmy zwykłe listy, potem smsy, całą szkołę średnią, gdy zaczęły się studia, to kontakt się urwał, tak po prostu. Po kilku latach udało się odzyskać, radość trwała dwa spotkania, bo nie było więcej, tez nie wiem dlaczego. Po latach się odezwała, widziałyśmy sie, miałyśmy się umówić na kolejne spotkanie, umówiłyśmy się- odwołała, ale jednoczesne zaproponowała inny termin. Nie wiem po co, skoro sie nie pojawiła i nigdy więcej nie odezwała, ani nie odpowiedziała na moje wiadomoci…

    • Przykro mi bardzo… początek historii podobny do mojej, jednak zakończenie inne. A może to jeszcze nie koniec? Może trzeba spróbować raz jeszcze porozmawiać i zapytać o powody takiego zachowania? U mnie pierwsza próba też nie przyniosła efektu, a jednak sie udało 🙂

  • Wzruszyłam się. Cieszcie się sobą i tym, że znów macie siebie nawzajem!

    • Dziękuję 🙂 To miłe 🙂 Pozdrawiam!

  • :))) Piękna historia! Ludzie są najważniejsi! I fajnie, że dzięki komputerom można się do nich zbliżyć nie tylko komputerowo 🙂 / Agata

    • Tak, to juz moja druga taka historia. Najpierw Le poznałam przez internet, a teraz dzięki Pudełku Mamy odnowiłyśmy relację z przyjaciółką. 🙂

  • Żaneta Mróz

    Hmm…czyli z przeprowadzki nici 😉
    Piękny finał 🙂 uważam, nic się nie dzieje bez przyczyny i wszystko ma swój powód, choć często dla nas zupełnie niezrozumiały… Wasza rozłąka „na chwilę” też nie była przypadkowa i ma swój sens, choć wierzę,że serce bolało.. Najważniejsze jednak, że znowu jesteście blisko, choć przecież nigdy tak naprawdę nie przestałyście być sobie bliskie i teraz dbacie o swoje relacje jeszcze mocniej, dojrzalej…życzę Wam przyjaźni jeszcze mocniejszej, piękniejszej z dużą ilością wspólnych chwil i wypitego wina 😉

    • Z przeprowadzki nie rezygnujmy! Im więcej przyjaźni tym lepiej 🙂

    • Anna

      O przeprowadzce nie zapominajmy! Im więcej przyjaźni tym lepiej 🙂