Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam o zostaniu projektantką mody. Zafascynowana swoją mamą, która szyła piękne ubrania i z jakimś tam talentem plastycznym uznałam, że to mój kierunek podróży przez życie. Naiwnie mówiłam „Takie będzie moje życie! Zostanę sławna!”. Dość konsekwentna byłam w swoich planach bo wytrwałam w nich do końca szkoły podstawowej kiedy to przyszedł czas na wybór dalszego etapu rozwoju. Zamarzyłam o szkole plastycznej. Chcąc realizować plany nie było innej możliwości. Plany jednak zweryfikowało życie, sytuacja rodzinna i moja mama. Plany i marzenia zostały pogrzebane… a stosy szkiców spalone w złości. Pozostało zamiłowanie do sztuki, jakieś tam zdolności choć przez niespełnione ambicje mocno zaniedbane i zdolność do szycia – również porzucona. Na pamiątkę w szafie pozostał jedynie uszyty przeze mnie płaszcz i kurtka.

W szkole średniej mocno byłam zagubiona i kiedy przyszedł moment na wybór studiów nie wiedziałam w którą stronę pójść. Nie było już szans na powrót do marzeń. Mama zaplanowała mi „Turystykę i Rekreację”, ale byłam na tyle mocno nieprzekonana do tego kierunku, że egzaminów nie zdałam. I tak plany mojej mamy zweryfikowałam chyba po części ja sama, i mama będąca współwinną tej porażki. Wyznaczanie własnych celów swojemu dziecku nie jest dobrym wyjściem. I tym razem „Takie będzie życie mojej córki!”– stało się pobożnym życzeniem.
Rok przerwy i pracy dobrze mi zrobił. Podążyłam w innym kierunku. Kilkuletni związek stał się trwałym fundamentem i w planach pojawiły się poważne zmiany życiowe. „Tak. Takie będzie moje życie! Zostanę żoną i matką dwójki dzieci”. Wszystko rozpadło się jak kruchy domek z kart, z hukiem walących się ścian niczym twardy beton. Plany i wizja małego domku, dwójki dzieci, oczywiście chłopca i dziewczynki pękła jak bańka mydlana. To nawet zabawne jak naiwna byłam, jak proste i na wyciągniecie ręki wydało mi się założenie rodziny. To nawet zabawne niczym złośliwy żart od losu bo tej rodziny nie udało się stworzyć wtedy ani przez kolejne kilkanaście lat. Aż tyle lat…
Trzeba było chwycić los w swoje ręce, zrobić coś dla siebie, nie stać w miejscu, ruszyć z impetem, chwycić życie w garść jak cytrynę i wycisną z niej jak najwięcej. Plan był prosty. Studia w kierunku menedżer kultury miały mi dać to o czym marzyłam, spełnienie i sukces. Wtedy czułam , że to jest cel. Życie przy świetle reflektorów gdzieś na backstage’u. Bycie menedżerem być może w świecie muzyki „Takie będzie moje życie! W cieniu gwiazd, ale świecąc ich blaskiem!”. Kilka wydarzeń sprawiło, że w tym zawodzie nie zaistniałam, choć jeszcze nie powiedziałam w tej kwestii ostatniego słowa 😉 W końcu jestem partnerką muzyka i bywanie na backstage’ach nie jest mi obce.
Kiedy postanowiliśmy z Le zostać rodzicami i tym razem w moim życiu postawiłam na prosty plan. Rozdzieleni przez kilometry wiedzieliśmy, że trzeba to szybko zmienić. Sprzedaliśmy mieszkanie Le i kupiliśmy większe, urządziliśmy i lada chwila miałam się wprowadzić bo przecież w planach była ciąża. „Takie będzie moje życie! Zostanę w końcu mamą. Spełnię największe marzenie!”, przy okazji zmieniając miejsce zamieszkania. Nie brałam pod uwagę tego, że nie zajdę w ciążę i że w nowym mieszkaniu jeszcze długo nie zamieszkam.
Kiedy po prawie 15 miesiącach zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, planom nie było końca! radość, euforia, szczęście…i ulga! Ogromna ulga, że w końcu się udało, że skończyły się łzy rozpaczy a nasze plany w końcu zostaną zrealizowane. Już zaczęłam w głowie urządzać pokój dziecięcy i kompletować całą wyprawkę. Kiedy dwa tygodnie później zapłakana szłam do pracy po wyjściu ze szpitala, jedynym moim planem było „Przetrwać!” Przetrwać tak by mi serce nie pękło z żalu. To nic , że poroniłam, do pracy trzeba było się stawić bo przecież był sezon urlopowy i trzeba było kogoś zastąpić. Nawet dobrze, bo przynajmniej połowę dnia miałam zajęta ( w miarę) logicznym myśleniem, a tylko czas po pracy rozpadał się na małe kawałki w czterech ścianach samotności. Bo przecież Le był daleko…Wydawało
mi się, że wystarczy czegoś bardzo chcieć, a to się spełni. Powiem Wam
„g… (guzik) prawda!. I chociaż dziś jestem matką, a moje marzenie się
spełniło to nie dlatego, że tego bardzo chciałam, ale dlatego, że
walczyłam bo problem, który stanął na drodze był do pokonania. Co z tymi,
których pokonać się nie da? Nie zawsze może być tak jak to sobie
zaplanujemy…
Woody Allen powiedział :  „If you want to ma­ke God laugh, tell him about your plans”. – co oznacza: „Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość”. Ktokolwiek jest za to odpowiedzialny musi mieć naprawdę niezły ubaw z naszych planów.
To dość zabawne jak szybko, łatwo i niepostrzeżenie przestajemy w końcu mówić „Takie będzie moje życie!” i przechodzimy do stwierdzenie „Takie jest moje życie…”

************************************************

Inspiracją do dzisiejszego wpisu była MartynaG.pl

W każdy poniedziałek pojawi się post , którego inspiracją możecie być Wy. Wystarczy, że podrzucicie mi słowo klucz. Dzisiejszym było hasło „plany”. Szczegóły na profilu fanpage Pudełko Mamy (klik). Zapraszam!
Written by Anna
  • Właśnie! Cytat Allena to strzał w 10. Jak zwykle rewelacyjnie to wszystko ujęłaś.
    W podstawówce, a właściwie gimnazjum zamarzyłam sobie być lekarzem. Nie utworzono jednak klasy biologiczno-chemicznej w liceum, które wybrałam. Trafiłam do humanistycznej. Na koniec zamarzyłam sobie studiować niemiecki. Zrezygnowałam po semestrze. Zrobiłam pedagogikę i administrację. Dzisiaj wybrałabym ekonomię lub logistykę. Ślub miał być w wieku 20 lat, dziecko 21. Oczywiście, tak nie było… A gdy decyzja o potomku została podjęta trzeba było czekać na dwie kreski 3lata. I przykłady można mnożyć. Ci, którym życie układa się wg planu to w czepku urodzeni szczęsciarze.

    • Allen ma sporo genialnych powiedzeń 😉 Dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że to co pisze ktoś docenia i uważa to za dobry tekst. To dla mnie duże wyróżnienie 🙂
      3 lata!!! Podziwiam wszystkich którzy starali się dłużej niż ja. Dla mnie każdy kolejny miesiąc był tragedią. Nie wiem jakbym zniosła kolejne miesiące.
      Cieszę się, że nasze plan w końcu się spełniły 🙂

  • Jestem wzruszona… tak pięknie to wszystko ujęłaś w słowa chociaż ukryty jest w tych słowach pakiet rozczarowań… Robimy plany, wymyślamy sobie przyszłość, próbujemy dotrzeć do założonych celów często zapominając o tym, że na drodze mogą stanąć przeciwności, że nie wszystko może iść zgodnie z planem a życie i czas wszystko weryfikuje…

    ale tutaj jest happy and! I niech się on nie zmienia… :*

    • Dokładnie tak, życie wszystko weryfikuje, ale nie możemy się załamywać z tego powodu bo na końcu okazuje się, że "tak miało być" 🙂

  • Tak to jest z tym planowaniem 🙂 Fajnie jest mieć cele i marzenia, ale życie wymaga, żebyśmy się dostosowali do miliona nieprzewidzianych sytuacji. Co zrobić 🙂

    • To prawda i mimo, że plany nie zawsze się spełniają to nie możemy przestać marzyć o zrealizowaniu kolejnych. Inaczej chyba życie miało by mały sens 😉 Trzeba próbować!

  • Ja też miałam plany, niestety w pewnych kwestiach nie zostały zrealizowane. Choć czy żałuję? Chyba nie 🙂

    • I o to chodzi by nie odwracać się za siebie, nie rozpamiętywać , a przede wszystkim nie żałować! 🙂

  • Tak, mi też w pewnym momencie życia mama zweryfikowała plany i niestety ponoszę tego konsekwencje do dziś. Dość gorzkie konsekwencje. Obiecałam sobie, że zrobię wszystko żeby nie weryfikować planów moich dzieci, mam nadzieję, że mi się to uda.

    • Skoro ponosisz tego gorzkie konsekwencje to na pewno uda Ci się nie planować życia własnym dzieciom. Ja mam dokładnie taki sam cel. Chciałabym wspierać marzenia i plany mojego dziecka, chcę mu pomóc je zrealizować.

  • oh jak ja to znam: miej plan a Pan Bóg się pośmieje. u nas było tak nie raz i nie dwa. ciągle tak jest. ale te plany, te marzenia trzeba spełniać trzeba o nie walczyć. a gdy nie wychodzi wtedy trzeba to zniesc z uniesiona głowa. najgorzej jest usiasc i nic nie robic. plany sa wazne bo ukierunkowują nasze życie. super wpis. mam nadzieje ze kiedys uda mi sie zdazyć i podrzucic Ci słowo do napisania kolejnego posta.
    PS musimy w koncu zaplanowac to nasze spotkanie w Pzn

    • Jestem tego samego zdania, mimo, że życie weryfikuje nasze plany i nie zawsze jest tak jak byśmy tego chcieli to trzeba walczyć. Ja walczyłam dzięki temu dziś mamy Ninę. Nie poddałam się i nie przestałam o niej marzyć 🙂 A co do innych planów, od kiedy jestem mamą to na te niezrealizowane patrzę już z zupełnie innej perspektywy.

    • A właśnie! Nasz plan spotkania się musimy zrealizować 🙂 Dajcie tylko znać wcześniej kiedy by Wam pasowało, a wtedy ja dam znać jak to wygląda u nas 🙂

  • Pudełeczko, jesteś niesamowicie dzielną Kobietą 🙂

    Ja plany mam zawsze, tylko często je modyfikuję. Zawsze możemy spełnić swoje marzenia i zrealizować plany, tylko nie zawsze taką drogą jak chcieliśmy. Czasami po prostu droga jest bardziej kręta i wyboista, ale najważniejsze, to nie poddawać się i wierzyć, wierzyć i jeszcze raz wierzyć, że się uda!

    • Dziękuję Eli za to, że tak mnie postrzegasz :*
      To dobry sposób – modyfikować plany. Wtedy nie ma takiego rozczarowania, zawsze możemy powiedzieć, że udało się je zrealizować tylko inną drogą. I powiem Ci, że mimo, że moja droga do Le i do Niny była długa, kręta i wyboista to nie żałuję. Myślę, że dzięki temu bardziej doceniam i szanuję to co mam 🙂

  • Moi rodzice nie mieli dla mnie określonej drogi, ja też nie miałam. Nie wiedziałam jak mam życie ukierunkować. Wszystko potoczyło się samo. Plany były ambitne a jak wyjdzie.. Okaże się kiedyś.
    Naslonecznej.blogspot.com

    • Czasem życie wybiera za nas i bywa, że całkiem nieźle mu to wychodzi 😉

  • Tak, możemy sobie planować, ale co z tych planów wyjdzie to już zupełnie inna sprawa. Też się o tym nieraz przekonałam. Ale na tym chyba polega życie… Bardzo poruszający wpis. Wedle powiedzenia Co nas nie zabije to nas wzmocni, wierzę, że przez te doświadczenia jesteś silniejsza wewnętrznie. Teraz jest czas na radość, masz wspaniałe maleństwo!:)

    • Kiedy czytam, że moje słowa kogoś poruszają to sama czuję się poruszona – naprawdę! Jest mi bardzo miło, że tak uważasz.
      Tak… myślę, że jestem silniejsza i to co mam, to moje szczęście w postaci maleństwa doceniam o wiele bardziej. Nie skarżę się w chwilach trudności, a przynajmniej staram się, bo pamiętam jak to było gdy o nią walczyłam 🙂 Widać tak miało być i musiałam ponieść kilka porażek by na końcu odnieść sukces 🙂

  • Cytat Woodego Allena świetnie podsumował Twój wpis, nasze Plany to jedno, a życie to zupełnie inna sprawa. Szkoda tylko, że czasem musimy się tak boleśnie o tym przekonać. Ale nigdy nie przestajemy Planować, bo nie można się poddawać, ja już tylko staram się nie mówić o sowich planach za głośno.

    • O tak! Lepiej nie mówić głośno o planach. Lepiej planować po cichutku 😉

  • Eh, skąd ja to znam. Mi też rodzice utrudniali wybranie studiów. Dlatego nawet nie powiedziałam im, że złożyłam dokumenty na prawo. Dopiero jak już się dostałam, w czołówce listy, postawiłam ich przed faktem dokonanym. U nas też zapowiadał się na problemy ale niespodziewanie zaszłam w ciążę w pierwszym cyklu. Mimo wszystko lubię planować, choć mam świadomość, że tylko jakiś procent z moich planów dojdzie do skutku.

    • Brawo za odwagę i stanowczość! I cieszę się, że mimo problemów udało Ci się tak szybko zajść w ciąże. Ja mimo wszystko też lubię planować 🙂

  • Miałam to szczęście, że o prawidłowości słów Allena przekonałam się bardzo wcześnie. Miałam trochę ponad 20 lat i wiedziałam, że plany nie istnieją, plany to pobożne mrzonki, które szybko zweryfikuje życie. Trochę nad tym ubolewam, bo szybko przestałam marzyć, ale obecnie jestem w takim miejscu w swoim życiu ( o czym doskonale wiesz :*, bo czytasz mnie regularnie ;), że choć podchodzę z pokorą do życia to wiem, że nie można tracić nadziei. Chyba właśnie to jest słuszne podejście: wierzyć i przyjmować z pokorą. W końcu wszystko się ułoży, bo myślę, że świat/Los/ Bóg wcale nie chce żebyśmy były nieszczęśliwe.
    P.S też jestem menedżerem :P, po zarządzaniu spec. w turystyce ;).

    • Tak wszystko wiem 😉 To dobrze, że nie straciłaś nadziei bo dzięki temu dziś jesteś na nowej drodze do lepszego i szczęśliwszego życia 🙂
      p.s. Menedżer to brzmi dumnie! Może kiedyś razem coś "zarządzimy" 🙂

  • Tym postem, inaczej swoją psotawą udowadniasz, że marzenia te prawdziwe siespełniają tylko treba tego bardzo chcieć i przede wszystkim w nie wierzyć. Jest takie powiedzenie: "człowiek myśli, Pan Bóg kryśli" i ono jest jak strzał w dziesiątke, Bo można planować przyszłość 10 lat do przodu, tylko nigdy nie wiesz co będzie jutro. Mam dopiero 21 lat i cały czasu uczę się żyć i cieszyć " dzisiaj, ale wiem ,że jeśli się tego nauczę, będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

    http://narwany.blogspot.com/

    • No właśnie planujemy na lata do przodu nie wiedząc co będzie jutro. Jak na 21 – latka bardzo masz mądre i dojrzałe podejście do życia. Gratuluję 🙂

  • Moi rodzice mieli na mnie plany, tylko ja w pewnym momencie się potknęłam. Plany szybko weryfikuje życie.
    ps. Świetny post z głębi serca

    • Widać tak miało być 😉 Dziękuję! Miło mi , że tak czujesz 🙂

  • Najgorzej mieć plany wobec własnego dziecka. Wobec siebie? Proszę bardzo. Czy się uda czy nie, nie wpływamy naszymi deyzjami na innych. W przypadku dzieci – możemy wyrządzić ogromną krzywdę…

    • Jestem tego samego zdania! Wydaje nam się, że chcemy dobrze, że wiemy lepiej… nic bardziej mylnego.

  • Trafiłaś tym postem w punkt i wzruszyłaś niesamowicie. U mnie ciąża zweryfikowała wiele planów. Ja gdzieś od szkoły średniej byłam mocno ukierunkowana i realizowałam cele. Ciąża była u mnie kompletnie niezaplanowana i wszystko się zmieniło, choć na lepsze zdecydowanie 🙂

    • Cieszę się, że wzruszam 🙂 Piszę od serca i jest mi miło gdy ktoś to czuje. Takie niezaplanowane zdarzenia potrafią wywrócić życie do góry nogami. To dobrze, że w twoim życiu na lepsze 🙂

  • Hmm… I cóż ja mam powiedzieć jak ja to mam wręcz strategię na swoje życie! 😉 Szczęśliwie jak na razie konsekwentnie realizowaną, choć wiadomo strategia to ogólny kierunek a nie szczegółowy plan, więc niektóre kwestie się z czasem lekko zmieniają czy przesuwają w czasie na wcześniej czy później… Ale, że strategia ta nie będzie łatwa do zrealizowania to liczę się z tym, że nie wszystko się uda. Niemniej optymistka ze mnie, więc nie martwię się na zapas 😉 /Justyna.

    • Może w tym tkwi sukces? Trzeba mieć strategię a nie plan! 😉 Optymiści mają zdecydowanie lepiej. ja to zawsze wszystko w czarnych barwach widzę…. taki ze mnie typ człowieka 😉 Trzymam kciuki za Twoją strategię, niech wszystko się udaje!

  • Ja mam w planach być szczęśliwa 😉

    • To jest bardzo dobry plan! 🙂

  • Ja planów sprzed lat, z czasów szkolnych już nawet nie pamiętam. Obecnie mam sporo planów, ale czy coś się z nich spełni to już tylko Góra wie ;))

    • Góra nie nie góra , plany trzeba mieć mimo wszystko. Życzę spełnienia 🙂

  • Nie lubię planować bo nigdy nic mi z tego nie wychodzi! Zawsze coś ,albo wyjdzie niespodziewanie lub jest inny pretekst by nie realizować. Dlatego ostatnio u nas jest wszystko na ostatnią chwilę. Bo na spontanie jest najciekawiej 😉

    • Tak się zastanawiam czy z tych dużych planów coś mi się udało zrealizować… hm… Chyba też zawsze jakaś kłoda pod nogi wpadnie. A spontan najlepszy! Potwierdzam 🙂

  • Anonimowy

    Plany. …
    przecież to takie proste:
    1 studia
    2 praca
    3 ślub
    4 dom
    5 dzieci
    do punktu 4 wszystko szło świetnie, ale….
    nasze maleństwo pojawiło się po 6 latach nawet nie oczekiwania, a walki. Teraz staram się nie planować, jeśli nie trzeba. Teraz chcę się cieszyć każdą chwilą z rodziną. Kiedyś chciałam mieć gromadke dzieci, dziś codziennie dziękuję za cud jaki mamy.
    ps . kilkanaście lat czekalas na stworzenie rodziny, o kurcze to mnie zaskoczyłaś, nie dałabym Ci więcej niż 30 lat, a raczej mniej. ..albo to ten zdrowy styl życia, albo kremy:-) chyba zazacznę rano pić wodę z cytryną:-) pozdrawiam, M.

    • Mam tak samo jak Ty! Od kiedy jest Nina cieszę się tym co tu i teraz. Moje marzenie się spełniło, mam cudowną córeczkę kochającego partnera, własne gniazdko… Bardzo długo na to czekałam i ogromnie to doceniam.
      6 lat???!!! Współczuję! Musisz być naprawdę silna! Podziwiam!
      p.s. W pierwszym i od razu bardzo poważnym i kilkuletnim związku byłam dość wcześnie. Dziękuję za miłe słowa 😉 To chyba ta woda z cytryną bo kremów za bardzo nie używam… nie umiem być konsekwentna i jestem też dość leniwa w tej kwestii. Kupię a potem stoi na półce. No chyba, że samo patrzenie na niego tak dobrze działa 😉 Zdradzę Ci sekret mam 34 lata 😉

  • Jak ja wiem o czym piszesz. Mam fetysz planowania, od zawsze. To moja zaleta, ale i jedna z większych wad. Nie mam grama ryzyka w sobie, a ostatnie odstępstwo od normy,polegało na spróbowaniu wszystkich smaków lodów w grycanie. I wszystko szło zawsze zgodnie z planem. Do czasu ciąży z Chibi, wtedy się wszystko posypało jak ten domek z kart. Teraz na nowo staram się definiować swój, odważyć się na spontan i po prostu cieszyć chwilą, ale wiadomo złe nawyki ciężko umierają.
    W życiu nie dałabym ci 34 lat!

    • U mnie ciąża, a raczej starania o nią też mocno zweryfikowały plany i sposób patrzenia na życie. Staram się już nie wybiegać daleko w przyszłość i żyć tym co tu i teraz. Jednak planować nadal lubię. Na życie trzeba mieć jakiś plan:)
      p.s. Dzięki 😉 A jednak!

  • Pięknie napisane… Ja już pogodziłam się jakiś czas z tym, że na pewne sprawy wpływu nie mam i… skupiam całą swoją uwagę na tym, na co mogę mieć wpływ. Nie wybiegam myślami do tego, co będzie za rok, za dwa, ale też nie potrafię bez żadnego celu/planu/marzenia żyć. Dlatego wyznaczam sobie mniejsze cele, ale takie, których realizacja zależy ode mnie, a nie od Pana Boga 🙂 / Agata

    • To prawda, nie na wszystko mamy wpływ. Czasem z pokorą musimy przyjąć to co daje nam los. Tak jak pisałam wyżej ja też uważam, że na życie jednak trzeba mieć jakiś plan i mimo wsyztsko dobrze nam robi gdy go mamy. Kto wie, które z naszych planów zrealizują się 🙂

  • Dokładnie, życie zawsze weryfikuje nasze plany. Lepiej myśleć, że są to marzenia, bo zdajemy sobie sprawę, że te nie zawsze się spełniają. Również uważam, że dziecku nie należy planować przyszłości. To przecież samodzielna istota, mająca własny pomysł na życie, którą możemy jedynie wspierać, nie sterować!.
    Zapraszam do mnie mamazamiastem,blogspot.com

    Ps. poprzedni komentarz usunęłam, bo były błędy

    • Zgadzam się w 100%! Taki też mam zamiar w kwestii wychowania mojej córki, przede wszystkim ją wspierać i doradzać, ale nie decydować za nią. To ważne i myślę, że każdy rodzic powinien o tym pamiętać.
      Dziękuję za zaproszenie. Na pewno wpadnę z odwiedzinami 🙂

    • xAnonymous Mk

      Znajdz. Najwazniejsza.Ksiazka.Jaka.Kiedykolwiek.Przeczytasz.Zdrowie

      + The.Luciferian.Doctrine.pdf #3.1+

      KOk