Pamiętam moment kiedy podjęliśmy decyzję o zostaniu rodzicami a wraz z tym emocje jakie towarzyszyły temu, radość, podniecenie, ekscytację. Pomyślałam sobie „ok nie od razu pewnie się uda ale za miesiąc, dwa… pewnie będę w ciąży!”. Mimo tego po pierwszym miesiącu kiedy okazało się, że w ciąży jednak nie jestem, poczułam żal i jednak zdziwienie. Do tej pory wydawało mi się, że trudno jest nie zajść w ciążę… Szybko nastawiłam się optymistycznie na kolejne próby. Po drugim i trzecim miesiącu zaczęłam tracić swój optymizm. Po kontrolnej wizycie u lekarza załamałam się bo chociaż nie było przeciwwskazań to czekał mnie mały zabieg przez który kazano odłożyć próby na trzy miesiące. Dla mnie to był koniec świata! Trzy miesiące?! Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że nie zajdę w ciążą przez następne kilkanaście miesięcy… nie uwierzyłabym.

Wakacje
2012, już wtedy staraliśmy się zajść w ciążę. Rok później mieliśmy
podczas wakacji zrobić to samo zdjęcie z dodatkową parą małych
stópek. Nie sądziliśmy, że będzie trzeba poczekać na to znacznie dłużej.

Kolejne kontrolne wizyty u tego samego lekarza  stwierdzały znowu to samo – brak przeciwwskazań. No dobrze ale czy samo usg to nie za mało? Może jakieś dodatkowe badania? Usłyszałam, że nie ma potrzeby, że musi minąć minimum rok. No to postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i nie czekać. Rok to może i mogą starać się dwudziestoletnie pary, ale nie jeśli jest się po trzydziestce. Wtedy takie normy przecież nie obowiązują!

Kilka dni zajęło mi przeszukanie internetu aż w końcu znalazłam lekarza, który miał mnóstwo pozytywnych opinii. Przeczytałam w nich jak wielu kobietom pomógł w zdiagnozowaniu problemu a ja czułam, że my też jakiś mamy. Nie wiem skąd to przeczucie ale coś mi mówiło, że czekanie sprawy nie załatwi. Oczywiści dookoła płynęło mnóstwo rad… Jakie najczęściej? Pewnie wiele kobiet starających się słyszało to samo: musisz wyluzować, przestań chcieć, odpuść sobie, wyjedźcie na wakacje a na pewno wrócicie z nich w trójkę itp. Miałam tego dość! Nie tracąc ani chwili postanowiłam zadzwonić i umówić się na wizytę. Okres oczekiwania na nią – dwa miesiące. No cóż… trzeba było czekać nie było innej rady. Pierwsza wizyta i ogromne zaskoczenie. Od razu został mi przedstawiony szczegółowy i konkretny plan działania: ocena owulacji, szczegółowe badania krwi, wykluczenie problemów hormonalnych. Jeśli wyniki okażą się prawidłowe kolejne badania to HSG czyli sprawdzenie drożności jajowodów a następnie test PC, który pozwala stwierdzić czy w śluzie szyjkowym występują przeciwciała przeciwplemnikowe.

Mijały kolejne miesiące, które poświęciłam na badania aż doszłam do HSG. Zanim przeszłam to badanie, wiele się o nim naczytałam. Przyznam się, że strach był. Czy bolało? Jak cholera! Krzyczałam na cały głos a po badaniu co usłyszałam od lekarza? „Bardzo dobrze, że bolało! Znaczy, że znaleźliśmy problem”. Jak się okazało później – miał rację. Według moich obliczeń tydzień później zaszłam w ciążę! Po tylu miesiącach! Niestety to nie był koniec problemów …

Jak wiele kobiet ma problemy z zajściem w ciążę? Sporo. Nawet w moim otoczeniu było wiele koleżanek i znajomych, które też miały podobne kłopoty. Nie miałam o nich pojęcia bo przecież były mamami… a jednak i one przeszły długa drogę do macierzyństwa. Jak można sobie pomóc? Przede wszystkim być zdeterminowaną i walczyć, nie czekać, wierzyć w przeczucia, w siebie i zrezygnować jak najszybciej z niekompetentnego lekarza, który zamiast działać traci nasz cenny czas, a my przez to i zdrowie psychiczne, i często dobre relacje w związku.

 

W 2013 podczas wakacji nie udało się zrobić takiego zdjęcia, ale w 2014 Ninka postanowiła pojawić się 🙂

 

Written by Anna